Psychologia hazardzistów

Ostatnio zacząłem się zastanawiać co sprawia, że ludzie grają? Co sprawia, że kasyna dalej stoją i mają się dobrze? Dlaczego pomimo oczywistej przewagi „domu” gracze siadają do stołu, by prowadzić nierówną walkę? Co Ci ludzie czują i jaka motywacja im towarzyszy? Cóż, jako osoba, która od prawie trzech lat ma za co jeść dzięki temu biznesowi, postaram podzielić się swoją teorią i spostrzeżeniami.

Zacznijmy od tego kim są gracze… wielu z was może mieć obraz kasyna prosto z Hollywood’zkich filmów pokroju Oceans Eleven lub „21”. Niestety rzeczywistość niezależnie od kraju jest brutalniejsza. Wchodząc do jaskini hazardu nie spotkamy zadbanych modeli Calvina Kleina lub biznesmenów w garniturach szytych na miarę. Tych też spotkacie… co prawda rzadko, ale mogą się trafić. Około 70% społeczności kasynowych to ludzie starzy, często powyżej 60 roku życia, co powinno dać ogólny obraz towarzystwa przy stole. Reszta to całkowity przekrój społeczeństwa, od chłopaczków, którzy dopiero co skończyli 18 lat, przez kelnerów, taksówkarzy i menadżerów, aż po żebraków, którzy mieli lepszy utarg danego dnia. W skrócie gra każdy… nie ma „typu hazardzisty”, każda osoba którą mijasz na ulicy może być graczem.

Skoro nie ma żadnych fizycznych przejawów kto jest graczem, a kto nie, to może są jakieś aspekty psychologiczne wyróżniające ich z tłumu? Bingo! Każdy hazardzista jest w jakimś sensie niespełniony. Wiem, że jest to bardzo ogólne, ale pozwól mi to rozbić na czynniki pierwsze. Jeżeli na jakimś etapie życia nikt nie zauważa Twoich sukcesów to siedząc w kasynie i widząc podziw w oczach ludzi wokół siebie gdy zgarniasz większą pulę nadrabiasz sobie to, czego nie masz w prawdziwym życiu. W przypadku gdy masz kompleksy na punkcie swojej wartości to idealnie wyrównane słupki żetonów stojące przed Tobą na stolę stają się równowartością Twojej osoby. Żetony i pieniądze w tym miejscu nabierają różnych znaczeń. Od wymiaru statusu, przez prestiż i wartość posiadacza, aż po zwykłe narzędzie pracy(to w przypadku krupierów).

Myślę, że to jest główny powód do grania. Nie pieniądze, czy chęć adrenaliny, a bardziej możliwość pochwalenia się przed znajomymi ile się wygrało lub pokazanie wszystkim przy stole, że „jesteś kimś”. Z tego samego powodu wychodzi frustracja przy przegrywaniu. Tu nie chodzi o sumę jaka jest przegrywana, bo często jest tak, że gracz liczy się z tym, że może przegrać. Chodzi tu o to, że zrobiłeś coś źle i ma to realne przełożenie na wynik gry. Źle obstawiłeś numer, źle dobrałeś kartę, źle oszacowałeś szansę. Jesteś słaby. Natomiast w przeciwnym scenariuszu, gdy postawisz wszystko „na jedną kartę” i okażę się, że trafiłeś… jesteś nagle Bogiem tej gry. Od tego można bardzo łatwo się uzależnić, od automatycznej gratyfikacji swojego działania.. zwłaszcza, gdy nie doświadczamy tego w swoim najbliższym otoczeniu, bo wtedy kasyno staję się jedynym miejscem gdzie nas doceniają… dając nam żetony.

Winowajcą kolejnego powodu jest nasze wyobrażenie o hazardzie, jako o czymś świadczącym o naszej pozycji społecznej. Jeżeli nigdy nie byłeś w kasynie, to pomyśl przez sekundę.. ubrałbyś się elegancko? To miejsce przecież powinno być eleganckie i gustowne! Wyżej już napisałem, że tak nie jest, więc nie będę się nad tym rozwodzić. Jednak dużo „nowych” wchodzi do domu uzależnień żeby móc następnego dnia opowiadać w pracy o szalonej nocy, którą spędzili W KASYNIE. Brzmi to imponująco! Niestety tylko dla tych, którzy nigdy tam nie byli, cała reszta wie, że łączy się to z dzieleniem stołu z uciekinierami z domu starców, przetłuszczoną skórą twarzy oraz bardzo ograniczonym asortymentem na barze. No, ale hej! Czego oczy nie widzą… czy jakoś tak.

Gdyby Twoja rodzina nie dawałaby Ci spokoju, chciałbyś od nich uciec, a 15 minut taksówką od Twojego domu byłoby idealne miejsce na schowanie się to skorzystałbyś? Większość pewnie tak, a w takim właśnie miejscu podczas delektowania się ciszą i spokojem możesz przy okazji pograć! Niestety napatrzyłem się na wielu mężów, którzy uciekali od żony i dzieci, przesiadywali oni z nami godzinami, żeby móc się „odciąć” od szarej rzeczywistości. Niektórzy mają w kalendarzu zapisane wizyty i przychodzą jak w zegarku co kilka dni lub tygodni. Bo to jest czas dla nich, prawda? Ucieczka jest idealną motywacją żeby zacząć grać, przecież to Twój czas na odpoczynek i relaks!

Konkluzja? Powodów żeby grać jest wiele, żaden jednak nie jest dobry. Jeżeli nie radzisz sobie z czymś o wiele lepiej jest zasięgnąć pomocy u specjalisty niż wyciągnąć banknot w celu zakupu żetonów do gry. Oczywiście druga opcja jest łatwiejsza i szybsza(nigdy tańsza)… z tym, że nie działa, a wręcz gromadzi kolejne problemy.

Jeśli jednak, dalej uważasz że hazard jest czymś świetnym, super itd. To nie pozostaję mi nic innego jak powiedzenie:

Do zobaczenia przy stole…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close