Chałtura

Chałtura– zjawisko pracy zarobkowej (głównie w zawodach artystycznych). W potocznym języku oznacza działalność motywowaną względami wyłącznie zarobkowymi. W wielu przypadkach oznacza pójście na kompromis oraz może stanowić uszczerbek na wizerunku artysty. Chałtura ma zdecydowanie wydźwięk negatywny. W powszechnym rozumieniu jest często kojarzona z występami „celebrytów” na wydarzeniach sponsorowanych przez korporacje niemające na co dzień związku z kulturą, bądź organy władzy publicznej.

Tak to wygląda z perspektywy wikipedii, a teraz.. o co mi chodzi?!

Bardzo nie lubię robienia ze sztuki biznesu. Uważam, że dobry artysta to głodny artysta (Jan Wyga x Bakflip ❤ ) co nie zawsze jest prawdą oczywiście, ponieważ historia zna mnóstwo przypadków gdzie mistrz był zapraszany na salony i był szanowanym i bogatym obywatelem. Jednak tak jak czasy, tak sztuka jak i motywację się zmieniają.. nie wszędzie, ale jednak.

Miałem okazję rozmawiać ostatnio z koleżanką, która ma kosmiczny zmysł estetyki jeżeli chodzi o płótno i grafikę. Jednak czasy są ciężkie i był czas kiedy zaciskała zęby malowała obrazy na zamówienie. Za każdym razem jak o tym wspomina to widać w niej lekki wstręt do takich działań. Niemniej, znalazła sposób na to, żeby dostawać pieniądze za tworzenie czegoś swojego zamiast kopiowania widoków z pocztówek. Aktualnie projektuje tatuaże i pomaga ludziom przelać swoje myśli za pomocą jej rąk na kartkę, różnica jest dość oczywista.

Kilka dni temu spotkałem starego kumpla, z którym miałem zaszczyt dzielić scenę jeszcze za czasów gdy nosiłem czerwonego irokeza i zdzierałem sobie gardło krzycząc do mikrofonu. Z mniejszych lub większych powodów ja skończyłem z muzyką, ale on został i dalej ćwiczył ulepszając swój warsztat. Ma za sobą kilka nieudanych projektów(jak każdy kto próbował), ale finalnie znalazł grupę ludzi, którzy dorównywali mu poziomem i mieli podobne podejście do muzyki jak on. W razie gdybyś drapał się właśnie po głowie w zamyśleniu jakie to może być podejście to śpieszę z wyjaśnieniem.

„Ma być po naszemu i chuj”

Czy w muzyce, czy w malarstwie czy jakiejkolwiek innej dziedzinie sztuki to podejście jest złotem. Wracając jednak do rozmowy…

Po wymianie uprzejmości i uznań w stosunku do dzialalnosci drugiej strony spytałem jak im idzie nagrywanie płyty(co wbrew pozorom jest cholernie trudne i drogie), na co usłyszałem, że powoli, ale do przodu. Wiedząc, że nikt nie lubi mówić o projektach, które są „w trakcie” chciałem zmienić bieg rozmowy na bardziej komfortowy. Zwróciłem uwagę, że często grają koncerty w jednym z Gdańskich klubów. Jego reakcją był uśmiech i zdanie:

„Proszę Cię, tamto to zwykła chałtura”

Ciekawe co? Możnaby pomyśleć, że zespoły grające w klubach robią to bo chcą itd. a tu szok! Nawet w muzyce są zlecenia, które przyjmuje się tylko ze względów finansowych(zeby opłacić tłoczenie płyt na przykład).

Rozwinąłem się, ale obiecuję że dotarliśmy do kulminacji moich myśli.

Pomimo różnych opinii, uważam iluzję jako dziedzinę sztuki. Z wielu powodów. Głównie dlatego, że jako jedyni artyści mamy możliwość stworzenie uczucia „Awe”, a przynajmniej nam jest najłatwiej aspirować do wywołania go wśród widowni. Przy dobrej grze aktorskiej i dopracowanym skrypcie możemy też wzbudzić wszystko to, co może obudzić spektakl teatralny lub film. Pomimo, że sztuka lub artysta nie posiadają twardej definicji to dzięki estetyce, możliwości przekazania myśli i uczucia lub wypunktowania różnych aspektów społecznych, pokazy iluzji mogą ponad wszelką wątpliwość nosić miano sztuki. Wszystko zależy od artysty… no właśnie.

Oczy zaczęły mi się otwierać, gdy na jednej z grup facebook’owych znajomy chciał oddać pokaz. Powody są tutaj nie ważne. Nie mógł dojechać, zachorował, dostał lepszą ofertę lub po prostu nie czuł się na siłach… nieważne. Budżet był mały, ale miałem wolny termin. Nie myśląc długo przyjąłem zlecenie i wtedy stało się coś co było kubłem zimnej wody wylanej na genitalia. Zarówno ja jak i pierwotny performer zostaliśmy oskarżeni o niszczenie rynku! Powodem była cena, nic więcej. Argumentacja nie miała sensu, więc zamiast toczyć publicznie pianę zrobiłem to co robić umiem i lubię. Zacząłem obserwować. Stałem się bardzo wyczulony na wzmianki o pieniadzach i zaniżaniu cen. Możesz wierzyć lub nie, ale jest to poważna kwestia w tych kręgach. Mój pogląd na tą branżę został brutalnie zniszczony. Hajs, hajs, hajs i budżet. Ciekawe jest to, że profesjonaliści boją się konkurencji ze strony początkujących, którzy robią show za 1/10 ich ceny. Pytanie, które nasuwa się od razu to… jaki profesjonalista boi się nowicjusza?! Komiczną sytuacją byłoby, gdyby Quebonafide stresował się, że jakiś no-name zgarnie jego koncerty i nie będzie miał na chleb. Czy Rammstein obawia się zapraszać support? Przecież są tańsi, więc potencjalny organizator może ich chętniej zaprosić bo poniesie mniejsze koszty! Mickiewicz bał się tawernianych wierszokletów… tego jestem pewien 😉

Gdzie, więc leży problem? Myślę, że w podejściu. Jak kocham iluzję i lubię towarzystwo magików, tak z bólem mojego małego martwego serduszka śmiem twierdzić, że wśród nas, artystów jest około 30%, reszta to biznesmeni i wykonawcy. Liczy się budżet wydarzenia, a nie okoliczności lub specyfika widowni. Ważne żeby przelew się zgadzał.

Efekty prezentowane na scenie są prezentowane „prosto z pudełka” co prowadzi do prześmiesznej sytuacji, gdzie widząc pokaz 5 różnych magików słyszymy 5 razy tą samą historię, te same żarty i te same ruchy. Kopia, kopii, kopii. Tych ludzi ciężko nazwać artystami, ale określenie „wykonawca” jest idealne i mało ofensywne.

Wniosek?

Musimy przestać gloryfikować chałturników. Posiadamy wielu wspaniałych iluzjonistów, którzy nie tylko posiadają umiejętności, ale też spojrzenie na iluzje jako na sztukę. Co ciekawsze nigdy nie słyszałem żeby Ci narzekali na konkurencję lub zarobki. Musimy nauczyć się najpierw występować, a zarobki przyjdą same. Nie ma nic gorszego niż magik pobierający 4 cyfrowe kwoty, który robi beznadziejne show i narzeka na konkurencję.

Szczere wierzę, że iluzja w tym kraju otworzy oczy, ale najpierw musi zdjąć z nich symbole dolarów.

Sporo prywaty poleciało, ale uznałem że będę tu wyrzucać z siebie prawdziwe, a nie „wygodne” lub „bezpieczne” myśli.

Stay Open Minded

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close