Krupierskie Wypaczenie

Im dłużej myślę o ludziach pracujących w kasynach coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że jesteśmy bandą socjopatów. Możliwe, że część jest psychopatami. Każdy kto pracował w tej branży myślę, że potwierdzi informację o braku jakiejkolwiek empatii w stosunku do graczy i gości. Nie wiem czy wynika to z udogodnień jakie niesie za sobą takie podejście… bo łatwiej patrzy się na różne tragedie, gdy uda nam się zabić wszystkie ludzkie odruchy. Możliwe, że wychodzi to z systemu obronnego, bo będąc pod ciągłym naciskiem psychicznym w postaci wulgaryzmów i wyzwisk, prędzej czy później umierasz… żeby nic nie mogło Cię już ruszyć.

Jest kilka przykładów w jaki sposób ten brak empatii i ludzkich odruchów można przedstawić. Też chciałbym zaznaczyć, że nie wszyscy są maszynami, jednak tym niewielu, którzy postanowili pozostać ludźmi jest o wiele ciężej. Nie wyobrażam sobie jak poradziłbym sobie z 40 paro letnim facetem, który popłakał się przy ruletce gdyby nie ten 10 godzinny stan martwicy w jaki wprowadzałem się wraz z przekroczeniem progu.

Na starcie przedstawię dlaczego dużo ludzi idzie tą drogą. Nie raz widziałem sytuację jak krupierka prowadziła grę z dość ciężkimi gośćmi i nawet gdybym chciał to nie byłbym w stanie przybliżyć cytatów bluzg jakie w jej stronę leciały. Raz, że z automatu wyparłem wszystko, dwa musiałbym wspiąć się na wyżyny kreatywności. 

Musisz wiedzieć, że pracujemy wśród ludzi, którzy ubliżają ludziom od dekad. Gdyby popracowali nad flow, to bez większych problemów wygraliby każdą rap bitwę. 

Wracając… krupierka prowadziła tę grę przez coś około godziny, nie dając po sobie poznać, że rusza ją do żywego to co słyszy. Stojąc naprzeciwko hien, wiesz że znajdą Twoje słabe punkty, a te konkretne hieny znają się na swoim fachu. Gdy tylko przyszła zmiana i mogła zejść na przerwę widać było jak kamienna maska trzymana cały ten czas zaczyna pękać. Na przerwę jechaliśmy windą. Wraz z zamknięciem drzwi, jej granica pękła. Po prostu nie wytrzymała ciśnienia i zaczęła płakać w windzie z bezsilności i złości jaka ją wypełniała. Gdy drzwi się otworzyły przetarła oczy i z podniesioną głową weszła do staff roomu. Musiała się doprowadzić do normy, więc zniknęła na całą przerwę na palarni. W końcu do końca zostało jeszcze 6 godzin pracy.

Gdy widzisz po koledze, że zaczyna pękać przy stole nie do końca wiesz jak się zachować… przynajmniej ja nie wiem. Gdy jednemu z krupierów zaczęły łzy spływać po policzkach chyba nikt nie wiedział jak się zachować.. poza hienami. Ci doskonale wiedzieli co zrobić… podkręcić tempo.

Osobiście chroniłem się jak tylko mogłem przed zabijaniem się w środku do końca. Starałem się zachować balans pomiędzy empatycznym spojrzeniem na ludzi, a absolutną obojętnością na rzeczywistość. Możesz myśleć co chcesz, ale to kształtuje… nie mówię, że prawidłowo bo poniekąd jestem emocjonalnym kaleką, ale kształtuje… na pewno.

Kolejnym argumentem by skłonić się ku znieczulicy to wszechstronna tragedia. Na wstępie wspomniałem o incydencie ruletkowym, więc nie będę tego rozwijać. Mam jednak historię, którą długo opowiadałem z gulą w gardle…

Była godzina 6, może trochę później. Z racji że byliśmy otwarci 24/7 to często zdarzały się jednostki kręcące rekordy 2/3 dób non stop. Tej nocy prowadziłem grę na blackjacku, a moim wątpliwej wartości rozrywkowej towarzyszem był starszy facet, na oko 60 może 70 lat. Nie szło mu… delikatnie mówiąc. 

Przegrywał wszystko, każde rozdanie, byłem ludzkim wpłatomatem. Batalia i próba odbicia się od dna trwała dość długo, a gdy doszło do momentu, gdy nie miał aboslutnie żadnych pieniędzy opadł ciężko na krzesło. Zostałem poinformowany, że były to jego ostatnie pieniądze i że nie ma za co wrócić do domu. Nawet na bilet. Problem leżał w tym, że mieszkał podobno gdzieś poza miastem. Ciężko się tego słuchało, możesz mi wierzyć, jednak jako krupier nie mogę odejść od stołu, chyba że dostanę takie polecenie od kierowniczki. 

Dziadek zaczął wyjmować zawartość swoich kieszeni na stół ciągle lamentując, że nie ma już nic i nie wie co teraz ma zrobić. Ta scenka trwała dobre 15 minut, aż w końcu znalazł gdzieś zgniecione 50zł. Moją pierwszą myślą było „masz jak wrócić do domu… wypierdalaj, nie graj”. Dziadek jakby słyszał moje myśli spojrzał na mnie, na pieniądze, na wyjście i znowu na mnie.

-Poproszę, żetony po 10- usłyszałem gdy kładł pieniądze na stół. Stałem jak wryty, walczyłem ze sobą co mam zrobić. To co odróżnia krupiera od człowieka to procedury… mogłem powiedzieć tylko jedno:

-Pieniądze! 50 złoty, po 10. Powodzenia…- po 5 minutach dziadek opuścił kasyno… tym razem z pewnością o braku pieniędzy, więcej go nie spotkałem… chyba.

Takich historii jest mnóstwo. Obstawianie nie swoich pieniędzy, lub przekraczanie swoich limitów musi mieć jakiś finał… przeważnie ten sam.

Najgorszym elementem jest jednak połączenie zarówno tragedii jak i znieczulicy. Sytuacja, którą zaraz opiszę ruszyła mnie doszczętnie. Trochę zmieniło mi się wtedy spojrzenie na ten świat… do rzeczy. W ramach krótkiego wstępu: krupierzy praktycznie żyją z napiwków, jest to nieodłączny element tej pracy. Oczywiście przez to tzw. Tipperzy są traktowani bardzo dobrze, kosztem reszty gości. 

Historia:

Stałem przy stole od ruletki, byliśmy świeżo po przerwie, podczas której przeliczany jest utarg i napiwki. Niektórzy goście, czekają te 30 minut, aby dalej grać. Wtedy część ludzi liczy pieniądze, pozostała część dba o to, by było co liczyć następnego dnia. Do mojego stołu podeszło dwóch tipperów, którzy po części ufundowali mi jedne z warsztatów iluzjonistycznych przed przerwą, a reszcie załogi prawdopodobnie inne finansowe zachcianki. Zaczęli grać, a noc zapowiadała się tak samo jak każda inna. Na horyzoncie pojawił się wtedy nowy gracz. Znałem go z widzenia, oraz opowieści. 

Facet podobno gdy wyszedł z więzienia próbował się powiesić, ale go odratowali. Niestety zostały uszkodzone jakieś nerwy, przez co nie był w stanie mówić i był trochę spowolniony. Podszedł swoim tempem do mojego stołu… znam procedury.

-Wymieniamy coś przed rzutem?- w moją stronę poleciała setka, którą wymieniłem na odpowiednie żetony, po czym wbiłem gotówkę w stół(do wbudowanej skrzynki). Na twarzach tipperów widać było dezaprobatę. Pierwszy rzut przebiegł bez fajerwerków. Jednak wątpliwego istnienia sumienie ruszyło tipperów.

-Nie widzicie kurwa, że on nie ogarnia co się wokół niego dzieje?! Przecież okradacie niepełnosprawnego typa! Jeszcze kurwa bierzecie od niego pieniądze! Nie mam zamiaru grać z nim przy jednym stole, czy można coś z tym zrobić?!- 

Ostatnie zdanie było skierowane do kierownictwa sali. Nie sądziłem, że można coś takiego rzucić wprost. 

Miał rację.. w normalnych warunkach nie brałbym pieniędzy od niego… ale taka praca. Z takich powodów kiedyś trzymałem zapas Guinnessa w lodówce, które czekały, aż skończę zmianę. 

Ze swoim sumieniem wolałem rozliczać się sam. 

Niemowa zaczął tłumaczyć i próbować coś powiedzieć tej dwójce, ale jedyne co wydobywało się z jego ust to bliżej nieokreślone dźwięki, widać było duży wysiłek jaki wkładał w te próby. Zaczęła się afera, ta dwójka krzyczała, że mamy go usunąć z kasyna, niemowa wydobywał z siebie dźwięki, a ja stałem. 

Ciałem rzeczywiście byłem przy stole, ale mentalnie popełniłem profesjonalne Seppuku. Kierownictwo podeszło i zaczęło rozmawiać z niemową… podobno znają się z lepszych czasów. Niemowa opuścił kasyno, tipperzy wygrali. Musiałem częściowo wrócić głową do gry. Pokerzyści mogliby uczyć się ode mnie mimiki, bo wtedy byłem skałą. Powoli w swoim tempie trawiłem sytuację. Wtedy inspektor pochylił się nade mną i na tyle cicho by gracze nie usłyszeli powiedział do mnie:

-Uśmiechaj się kurwa, bo przestaną tipować-

Jak młot… poczułem się jak ostatnia dziwka. Różne myśli przebiegły przez mój umysł. Jedną z nich było po prostu wyjście i nie wrócenie do tego miejsca nigdy więcej. Ostatecznie wykonałem najbardziej sztuczny i celowo wyglądający na taki, uśmiech na jaki byłem w stanie sobie pozwolić, trzymałem go przez kolejne pół godziny, aż ktoś mnie zmienił. Do końca zmiany nie wypowiedziałem żadnego słowa… musiałem strawić to wszystko…

Powinna być jakaś konkluzja.. jakaś złota myśl lub przesłanie. Nie ma. Jest tylko znieczulica i obojętność, która niestety nas dotyka.

Jeżeli jednak czytając to uznałeś bohaterów tych historii jako nieczułe zwierzęta lub pojebanych psycholi to wyrzuć z siebie to uczucie jak najszybciej, bo przypadkiem może wrócić gdy sam okażesz obojętność lub brak empatii wobec ludzi… my jesteśmy tylko krzywym zwierciadłem, w którym pozwalam Ci się teraz przejrzeć…

Do następnego razu drogi socjopato ;*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close