Uzależnienia

Istnieje szereg rzeczy, których nie powinno mówić się głośno… jedną z nich jest zdanie „Jestem uzależniony”. 

Pomimo, że każdy z nas ma uzależnienia to uważam je za swego rodzaju upośledzenie. Wielu ludzi ma automatyczne skojarzenie z alkoholem czy narkotykami. Dlaczego? Bo jest to nagłaśniane, to tyle. Jesteśmy przez to wypaczeni uważając, że są to jedyne „używki” i uzależnienia, bo o nich się trąbi. No i historię z tym powiązane są ciekawsze niż opowieść o osobie uzależnionej od czekolady, która z tego tytułu zniszczyła sobie zdrowie.

Jest duża szansa, że napiszę coś głupiego, ale to nic.

Uzależnić się można od wszystkiego… dosłownie. Jeżeli coś sprawia Ci przyjemność… może być uzależnieniem. Dlatego niektórzy użytkownicy siłowni zajeżdżają swój organizm siłując się z ciężarkami. Sprawia im to przyjemność i tyle, ale w momencie gdy ominą dzień treningu to czują się jakoś gorzej i odczuwają brak stymulacji… brzmi znajomo, co?

Podobnie z jedzeniem, słodyczami, hazardem, alkoholem, narkotykami, seksem, nikotyną, kofeiną, pracą, masturbacją, internetem, serialami, książkami, tańcem, snem lub jakąkolwiek substancją czy czynnością.

Każdy z nas jest uzależniony, ważne żeby o tym wiedzieć. Nie zawsze walka z nałogiem jest wskazana. Bo jeżeli mamy swój rytuał/nawyk czytania co noc 2 rozdziałów książki to jest to jak najbardziej zdrowe przyzwyczajenie. Jednak jeżeli nie mamy świadomości co nas stymuluje tak jak ćpuna narkotyki to wtedy nawet nie zauważymy kiedy staję się to szkodliwe.

Największym problemem jest fałszywe przeświadczenie, że „wszystko jest ok”. Takie podejście ma każda osoba przed odwykiem, lub innym finałem zabawy. Mam/miałem wielu znajomych, którzy uważali, że przypalenie blanta raz na jakiś czas nie jest czymś szkodliwym… potem wierzyli, że to że palą codziennie nic nie oznacza… na końcu gdy musieli palić żeby wstać lub zasnąć po prostu godzili się z tym, że lubią, ale oczywiście kontrolują sytuację.

Cliché.

Rok temu lubiłem pić.. lekko mówiąc.

Zacząłem być stałym bywalcem pubów, spelun i lokali gdy miałem 15 lat. Posiadanie starszych kolegów i znajomość „rockowych pubów” w czasach czerwonego irokeza było dużym atutem. W tym czasie było to bardzo dużym awansem społecznym, w szkole bycie jedną niewielu osób, które poznały „dorosły” świat było automatycznym awansem na drabinie społecznej.

Z biegiem lat wyjścia stały się bardziej regularne, aż nie zacząłem sam pracować za barem… wtedy zacząłem praktycznie mieszkać w lokalach. Jadłem na mieście, piłem w pracy, albo obok, spotykałem znajomych ulicę dalej albo w zakładzie pracy, a spałem przeważnie w domu. Nie myślałem czy to dobrze czy nie, wpadłem w pułapkę,  którą wpadają studenci. Byłem Bogiem i wierzchołkiem piramidy społecznej.

Gdy skończyłem z gastronomią i zająłem się hazardem dalej piłem, ale rzadziej ze względu na stały grafik, stałe przelewy i słabszy kontakt ze starym towarzystwem.

Jakoś rok temu wróciłem do gastronomii… wróciłem, więc do regularnego chlania. Jak nigdy. Wszystkie pieniądze szły na wódkę i papierosy. Zapijanie czystej wodą z kranu. Spanie na melinach żeby wstać z czerwonymi oczami i bolącą głową tuż przed rozpoczęciem pracy. Nie myślałem czy to co robię jest dobre, złe czy jakiekolwiek. Rzeczywistość była dla mnie bardzo odległą ideą. Istniałem tylko przy butelce i wyobrażeniach ludzi wokół. W lutym przeżyłem kolejną z kolei pobudkę z krwią na dłoniach. Z tą różnicą, że tym razem nie pamiętałem skąd się wzięła.

Sama krew nie była niczym nowym. Na pewnym stopniu upojenia stwierdzałem, że chcę się zniszczyć. Śpiewałem głupie i wulgarne piosenki, szukałem awantury tylko po to, żeby dostać wpierdol. Częstym elementem było Knife Song. Pod inną nazwą znane jako Five Finger Fillet. Dla tych, którym ta nazwa nic nie mówi… rozkładasz palce na desce do krojenia, w drugiej trzymasz nóż i śpiewając starasz się trafić w przerwę między palcami… z różnym skutkiem. Przeważnie pamiętałem, że to robiłem… przeważnie słowem klucz.

Po tej gorzkiej pobudce odciąłem się od świata, na jakiś czas. Potrzebowałem czasu ze sobą. 

Zacząłem analizować wszystko co się działo, wszystkie myśli brałem na warsztat rozkładając je na czynniki pierwsze poznając samego siebie. Byłem przerażony… i to strach popchnął mnie do decyzji o abstynencji.

Nie ukrywam, że czasami mam ochotę się napić. Po 7 latach spędzonych regularnie przy piwie lub wódzie niektóre nawyki ciężko przezwyciężyć.

Za każdym razem, gdy zastanawiam się nad sięgnięciem po butelkę to patrzę na blizny na moich palcach. Białe ślady po rozszarpanej skórze, w której kiedyś był nóż przypominają mi, że to nie jest dobry pomysł.

W lutym 2018 minie rok jak nie dotknąłem kieliszka, ani łyka alkoholu… żeby było śmieszniej 2017 był najlepszym rokiem mojego życia póki co. Może jest między tym jakiś związek? 

Tak, więc drogi przyjacielu… poznaj sam siebie i swoje słabości, a potem przemyśl czy Cię to niszczy… lub kogoś wokół Ciebie. Może uda Ci się obejść bez pociętych dłoni.

1 myśl w temacie “Uzależnienia

  1. Trzymaj się.
    W sumie i tak masz szczęście, że ta krew na rękach i blizny, to Twoje były.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close