Radość

Nie będę ukrywał, że zastanawiałem się co będzie dobrym materiałem na drugie z siedmiu uczuć głównych.

Moje wszelkie wątpliwości rozwiał jednak pobyt w Londynie.

Zdałem sobie sprawę jak bardzo to uczucie odrzuciłem w imię rzekomego dążenia do niego. Brzmi pokrętnie, wiem… wytłumaczę się w dalszej części tekstu.

Zacznijmy od podstaw. Czy wiesz co sprawia Ci radość? Częstymi odpowiedziami mogłoby być: jedzenie, spanie, seks i tak dalej… i to prawda, lubimy przyjemne czynności czy rzeczy.

Wierzę, że każde z nas ma jakas sferę w swoim życiu, która daję tą radość i nie jest tak oczywista.

Znam ludzi, którym radość sprawia gotowanie. Tych, którzy lubią sprzątać. Są duszę artystyczne, które są gotowe zrezygnować ze snu czy jedzenia, żeby dać się pochłonąć malowaniu, tworzeniu muzyki czy robieniu zdjęć. To wszystko to radość, a właściwie jej odmiana, o której dzisiaj napiszę.

Nie chcę mówić, że jestem introwertykiem lub ekstrawertykiem, ponieważ nie wiem kim jestem. Lubię siedzieć samemu, zamknięty w swoim świecie, pośród książek, notesów i chillstep mixu z YouTube. Możemy to nazwać regeneracją, lub nabieraniem siły, gdybyśmy zaszufladkowali mnie jako introwertyka.

Z drugiej strony, uwielbiam poznawać nowych ludzi. Słyszeć ich historię i wchodzić w interakcję. Gdybyśmy uznali, że jestem ekstrawertykiem to tego rodzaju sytuację byłyby moim motorem napędowym.

Odrzucam oba warianty. Ja po prostu jestem. To jest dość ważne, ponieważ chcę dać Ci pełen obraz.

Ostatnie dwa lata nazwałbym rollercoaster’em. Głównie ze względu na skrajne uczucia jakie mną władały. Idee, które siedziały okrakiem na płocie. Relację, które psułem, po to aby je później naprawiać i na odwrót.

Coś około trzech lat temu oddałem się całkowicie mentalizmowi. Nie było dla mnie świata poza nim. Przestały mnie przejmować sprawy na świecie, nie przykładałem większej wagi do stosunków międzyludzkich, przez co po roku zostałem praktycznie sam… ale z wiedzą której tak bardzo pragnąłem.

Problem polegał na banalnym aspekcie. Okazało się, że moje metody na czytanie w myślach są bezwartościowe, jeżeli nie mam komu ich zaprezentować. Wtedy mniej więcej pojechałem po raz pierwszy na spotkanie iluzjonistyczne. Miałem okazję pokazać wszystko co potrafię. Jednak gdy człowiek przez rok prowadzi niemal pustelniczy tryb życia to cholernie ciężko jest poznawać ludzi i dać się poznać.

Na tym etapie postanowiłem zadbać o relację. Pomimo, że nauka sprawiała mi radość to uczucie samotności(już niedługo) nie dawało mi żyć. Nie minęło dużo czasu, jak zacząłem czuć się pewnie w prawie każdym towarzystwie. Ćwiczyłem i stawiałem sobie cele przed każdym wyjściem z domu. Dosiadałem się do przypadkowych ludzu i testowałem różne scenariusze.

Sprawiało mi to radość, więc postanowiłem połączyć swoje nowe umiejętności społeczne ze sztuką iluzji. Wystepowałem wszędzie i dla każdego. Tych bliższych dosłownie zamęczałem efektami. Czułem się niesamowicie.

Ten rajski obrazek trwał przez jakiś czas, potem się pojawił alkohol, który jest tematem bardziej na książkę niż wpis na blogu. Komediodramat z elementami romansu.

Gdy wyszedłem z tego powoli wracałem do radości z występowania. Ostatni rok poświęciłem bez opamiętania wyjściom scenicznym. Muszę przyznać, że nie byłem zadowolony z efektów swojej pracy.

Zjeździłem pół Polski, występując za głodowe stawki mając na ramieniu frustrację z powodu ” braku perfekcji” mojego materiału. Wyszedłem z założenia, że za mało wiem, za mało potrafię. Połowa mojego budżetu szła na książki, kursy, wyjazdy, oraz DVD. 1/4 szła na mieszkanie, a za resztę próbowałem przeżyć.

Wtedy (uwaga, szok!) wpadłem w dołek finansowy. Byłem jednak przekonany o słuszności swojej drogi. Zacząłem się zadłużać, żeby dalej móc się uczyć.

Zmęczony zaistniałą sytuacją uderzyłem w biznes. Potrzebowałem funduszy, a mogłem je zdobyć poprzez zlecenia. Temat marketingu przesłonił mi wszystko inne. Wierzyłem, że ilość zleceń jest miarą moich umiejętności. O radości mogłem zapomnieć.

Tak oto dochodzimy do mojej podróży do Londynu. Poznałem tam wielu świetnych iluzjonistów, którzy pracują w restauracjach, małych scenach i lokalach. Mają stałą pracę, a iluzja jest tylko ich hobby, pasją i ewentualnym bonusowym dochodem.

Złamało to mój światopogląd. Zobaczyłem, że sukces nie leży w portfelu, a w radości z życia.

Na moim ostatnim pokazie odwiedziła mnie moja mama z kilkoma koleżankami… znowu poczułem radość z tego, że występuje.

Mam szczerze wyjebane na sukces. Jeżeli moje umiejętności mają mnie gdzieś zaprowadzić to świetnie, chętnie to przyjmę. Jeżeli jednak mam do końca swojej kariery mieć 250 lajków, to też zajebiście. Tak długo jak czerpie z tego przyjemność jest to warte mojego czasu i pracy.

Mam nadzieję, że już nigdy nie zapomnę na czym polega to uczucie radości z życia.

2z7 uczuć głównych.

1 myśl w temacie “Radość

  1. Spoko wpis, trzymam kciuki!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close