Stres

Oh, boy. Oh boy.

Nawet nie wiem gdzie zacząć. Każdy z nas wie co to za uczucie. Jednak chyba nie każdy wie jak sobie z nim radzić.

„Pracując” na scenie odniosłem niesamowite wrażenie, że ludzie wokół myślą, że już się nie stresuje. Bo przecież występuje od dłuższego czasu, regularnie stoję i mówię do tłumów ludzi. Dlaczego, więc miałbym się stresować?

Bo mi zależy i chcę żeby to co robię było jak najlepsze. W moim przypadku z tego wynika stres. Bardzo rzadko stresuje się czymkolwiek innym. Jednak, żeby to wszystko miało ręce i nogi skupmy się skąd może w ogóle pochodzić to uczucie.

Z braku pewności co do swoich umiejętności. Tak, niestety tak jest. Jeżeli wychodzę na scenę i się stresuje to nie dlatego bo przerażają mnie ludzie, a dlatego bo wiem jak dużo rzeczy w moim materiale może pójść nie tak…

Milion scenariuszy. Co jeśli zapomnę skryptu? Co jeśli użyje złej intonacji podczas sugestii? Co jeśli pominę ważny szczegół w reakcji widza? Odpowiedź jest jedna : leżę.

Nie tak dawno temu miałem dwie mega stresujące sytuacje. Pierwsza na urodzinach klientki, druga na imprezie firmowej.

W przypadku pierwszej dużo rzeczy poszło nie tak. Oświetlenie, nagłośnienie, wyznaczone miejsce, a raczej jego brak. Co ciekawe, fala stresu nadeszła dopiero w połowie show.

Mikrofon mi przerywał jak wściekły, dla tych którzy nigdy nie widzieli mnie w akcji powiem tyle: To co mówię i jak mówię jest kluczowe dla powodzenia pokazu.

Miałem obok siebie ochotniczkę z tłumu, mikrofon w jednej dłoni, a drugą na jej ramieniu. Zacząłem mówić swoją formułkę, która ma na celu zasianie ziarna u widowni swego rodzaju myśli. Mikrofon przerwał chyba w trzech miejscach, ale nie chciałem powtarzać swoich słów, ponieważ wyglądałoby to nienaturalnie. Uznałem, że dam radę pracować z tym co mam. W tamtym momencie miałem około 25%/35% szans na powodzenie. Stałem jak wryty. Zapisywałem w notesie w głowie trzymając kciuki, że to będzie to. Jak pewnie zgadłeś… nie trafiłem.

Wtedy fala stresu uderzyła we mnie paraliżując mnie całkowicie, lekka panika, przyspieszona akcja serca, zaschnięte gardło, pustka w głowie, trzęsące się dłonie.

Spojrzałem na ludzi, podziękowałem mojej asystentce i zrobiłem pauzę.

Głęboki wdech, uśmiech i przeszedłem do kolejnych efektów, na szybko zmieniając cały repertuar. Doświadczenie sceniczne to nie umiejętność do poruszania się i ładnego wysławiania… to zdolność do improwizacji.

Następnego dnia jechałem do Łodzi. Zostałem poproszony o zastąpienie innego performera w Double Act, polegającym na wywoływaniu duchów.

Tu było dużo stresu, nie znałem efektów, sekretów ani metod w 100%, nie miałem skryptu, nie była to moja forma prezentacji. Pomimo, że na drzewie dziedzin iluzji, jako Telepata jestem bratem z Spirytualistami to nie wiedziałem czy uda mi się dobrze wypaść w tej roli.

W Łodzi mieliśmy kilka godzin prób. W normalnych warunkach, fakt, że to przećwiczyliśmy od A do Z by mnie uspokoił… hahaha

Zobaczyłem ogrom materiału jakiego muszę się nauczyć w bardzo krótkim czasie, a nad tym wisiała świadomość, że będę musiał sięgać po te informacje pod presją widowni. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak intensywnie korzystałem z Pałacu Pamięci i innych mnemotechnik. Zapisałem tam wszystko co było potrzebne i niezbędne, a dla pewności zakotwiczyłem to z konkretnymi ruchami i gestami.

Gdy dojechaliśmy na miejsce pokazu, momentami nie byłem w stanie stać prosto, bo stres atakował mój brzuch zmuszając mnie do zginania się wpół. Po przebraniu się w garnitur krążyłem po szatni, wykonując ciągle Power Pose, żeby wbić się w dobry nastrój. Skakałem, powtarzałem ćwiczenia na dykcje i kotwice pamięciowe. Czułem się gotowy, wyszliśmy z szatni, aby się rozłożyć i rozpocząć swoje show.

Spojrzałem po twarzach ludzi, zlustrowałem całe towarzystwo i powiedziałem w swojej głowie jedno zdanie, które działa zawsze w kryzysowych sytuacjach, a które zdejmuje ze mnie cały stres prawie momentalnie.

O tym jakie to zdanie napiszę pod koniec.

Gdy ten wpis wchodzi na stronę, jestem w Szkocji u mojego przyjaciela Kuby. Kuba jest piercerem i gdy ostatnio był w Polsce podzielił się ze mną swoim stresem. Mianowicie gdy przykłada igłę do skóry klienta lub klientki, jego dłonie dostają szału. Stres spowodowany możliwością spieprzenia nakłucia jest prawdopodobnie nie do powstrzymania. Pytał mnie o sposoby na poradzenie sobie z tym, jednak nie byłem w stanie mu pomóc. Nie dlatego bo nie chciałem, ale dlatego bo moje metody w jego przypadku by się nie sprawdziły.

Głęboko wierzę, że stres znika gdy umiemy improwizować, a w bagażu doświadczeń mamy wspomnienie jak przeżyliśmy najgorszy możliwy scenariusz.

Stąd wynika mój brak stresu, w jakichkolwiek innych strefach życiowych, ponieważ znam swoje umiejętności do „wykaraskania” się nawet z największego bagna. Umiem rozmawiać i przeżyłem wiele momentów, kiedy powinęła mi się noga i musiałem odczuć konsekwencje. To wszystko sprawia, że nie stresuje się praktycznie niczym… bo wiem co się może stać.

Oczywiście świadomość, co się może wydarzyć nie załatwia całkowicie sprawy. Musimy się jeszcze z tym pogodzić. Dobrym przykładem jest moja dziewczyna w tej kwestii. Strasznie stresuje się lataniem samolotem. Dlaczego? Bo nie wie jak to przebiega, na co się przygotować, a ma z tyłu głowy nagłówki artykułów „Katastrofa lotnicza samolotu X”.

O to mi chodzi, gdy mówię o pogodzeniu się ze świadomością ewentualnych konsekwencji. Miałem okazję kilkanaście razy już przebywać w blaszanym ptaku i za każdym razem mam świadomość, że coś może pójść nie tak. Mam też świadomość, że pasy przy siedzeniu nie są dla mojego bezpieczeństwa, a po to aby zidentyfikować moje zwłoki po katastrofie.

Mimo to jestem pogodzony z tym faktem i jedyne co to mam nadzieję, że gdy najgorszy scenariusz się wydarzy to chociaż nie będę jakoś długo cierpiał… i że moja teoria teologiczna jest prawdziwa.

Jakie, więc są moje rady na stres?

Znaj siebie, znaj swoje umiejętności, pogódź się z konsekwencjami, pozwól sobie na błędy, a gdy wszystko zawiedzie użyj mojego magicznego hasła:

„Już za późno na wycofanie”.

Naprawdę, te kilka słów to całkowity Game Changer.

3z7 Uczuć głównych za nami.

Stay Open Minded

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close