Gniew

To już jest coś.

Kiedyś gdy stawałem na scenie to gniew był moją wizytówką, jednak gdy zacząłem zajmować się iluzją musiałem to schować. Przybrać swego rodzaju postawę, maskę… kostium. Magik musi być elegancki, Mentalista czarujący, Kuglarz wesoły itd. 

Jeżeli nie jesteś tu przypadkiem i znamy się (chociażby przez ekran) to możliwe, że wiesz jak bardzo leje na konwenanse. Aktualnie przeżywam apogeum swojej transformacji. Coraz więcej eksperymentuje ze swoim wyglądem, życiem, sposobem występowania, materiałem… nawet tutaj powstały nowe zakładki.

Kiedyś gdy poziom wkurwienia osiągał zenit brałem gitarę i uderzałem bez żadnej techniki w struny drąc mordę… a raczej plując jadem. Kończyłem dopiero, gdy zakrwawione palce brudziły pudło, lub struny nie wytrzymywały. Miałem tygodnie, które spędzałem z zachrypniętym głosem i plastrami na dłoniach.

Stąd też wyszła moja przygoda z zespołem i odgrywaniem roli wokalisty w nim. To była moja mekka. Miejsce, czas i ludzie wśród których mogłem dać upust kwasowi, który zżerał mnie od środka. Spotykało się to z dużym niezrozumieniem. Straciłem wielu ludzi, którzy uznawali mnie za osobę toksyczną lub wręcz trędowatą. Ciągła nienawiść i gniew zrażał bardzo szybko każdego potencjalnego przyjaciela.

W czasach „muzycznych” ludzie wokół mnie byli podzieleni w stosunku do mojej osoby. Części z nich imponowało to, że nie mam większych oporów powiedzieć komuś w twarz, że go nie lubię, nie szanuje i może spierdalać. Kolejna grupa osób po prostu mnie wyśmiewała, ze względu na to co mówiłem, jak wyglądałem lub jakimi środkami dążyłem do celu. Ostatnia grupa, to ta która nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Istniały szerokie grona, w których prędzej na imprezę zaprosiliby bezdomnego lub morderce niż mnie.

Lata mijają.

Pierwsza grupa zniknęła praktycznie całkowicie.

Druga się ukrywa i nieliczne jednostki wyśmiewają nieliczne moje ruchy.

Trzecia grupa mogłaby starać się o status miasta.

Następnym etapem mojego rozwoju była iluzja. Wtedy zacząłem hamować w sobie wszelkie emocje. Byłem wydmuszką, potrafiłem funkcjonować jak normalny człowiek. Niestety żeby stłamsić rozrywający gniew musiałem poświęcić też wszystko inne. Sukcesywnie zabijałem w sobie wszystko gdy tylko czułem, że się rodzi.

Zaskutkowało to tym, że coraz więcej osób widziało we mnie człowieka, a nie potwora, którego trzymałem w środku. Próbowałem go zabić, ale bezskutecznie. Siedział cicho przez prawie dwa lata, aby wrócić ze zdwojoną siłą.

Nie chcę wchodzić w prywatę, aż tak tutaj. Chcę jednak żeby było jasne jak wiele straciłem przez to uczucie.

Każdy związek sabotowałem i wyniszczałem od środka przez „nadmierny temperament”. Jestem świadomy tej wady, pracowałem nad nią, jednak to co we mnie siedzi jest często zbyt silne.

Przyjaciół i kolegów mogę policzyć na palcach jednej ręki… i żeby była jasność, oddzielam grubą krechą znajomego z pracy, ze szkoły, z widzenia, a osobę do której mogę zadzwonić o 4 w nocy i wyciągnąć na papierosa żeby pogadać o tym co się aktualnie zjebało. Ludzi, którzy przygarnęliby mnie pod swój dach gdybym zniszczył więcej niż jestem w stanie naprawić. Ludzi, którzy odkryli kim jestem i zaakceptowali to. Reszta gdy tylko dowiadywała się lub domyślała co siedzi mi z tyłu głowy i jaka bestia potrafi się ze mnie wydostać albo zrywała kontakt w trybie natychmiastowym, albo nastawiała całe grupy ludzi przeciwko mnie.

Nawet nie zliczę ile dróg sobie zamknąłem przez to, że nie potrafię trzymać języka za zębami. Niektórzy powiedzą, że „to dobrze, że jestem szczery”. Ci sami ludzie obrażają się, gdy zostaną nazwani kurwami, śmieciami lub skurwielami… apogeum obrazy majestatu jest gdy podbija się to argumentami.

Może się tu wkraść sporo nieścisłości. Nie jestem psycholem, który wali w ryj ludzi na ulicy bo jest zdenerwowany. Gardzę fizyczną przemocą. Gniew o którym mówię to bezsilna złość. Specyficzny dobór słów i wbijanie „szpilek werbalnych” w celu ataku.

Mimo wszystko po tak długiej znajomości nauczyłem się z tym żyć. Kontrolować w jakimś stopniu. Umiem się uśmiechać, cieszyć życiem i znajdować pozytywy. To nie tak, że moje życie to pasmo ciężkiego gnoju i negatywu. Po prostu mam zakodowane wkurwienie=constans.

Żeby to przybliżyć opiszę skrócony opis swojego dnia.
Wstaję – wkurwiam się, że za późno. Niezależnie od godziny pobudki.
Śniadanie( o ile robię) – wkurwiam się, że mój żołądek jest zamulony
Wyjście – wkurwiam się na pogodę, ubrania, fryzurę, pieprzone ptaki za oknem, dzieci pod blokiem, sąsiadów, pieprzoną babcie z wózkiem z Tesco zagradzającą mi wyjście z klatki schodowej.
Autobus/Tramwaj – wkurwiam się na brak prawka, ludzi, smród, walące słońce po oczach.
I tak dalej. W skrócie, zawsze znajdę coś co mnie wkurwia, a jeżeli nie to coś wymyśle. Jest to takie malutkie wkurwienie, ale siedzi i od otworzenia oczu do ich zamknięcia mnie nie opuszcza. To coś na kształt bomby, którą można na luzie lekko kopać, ale jak przegnie się pałę i uderzy się mocniej to po prostu niszczy wszystko wokół.

Co ciekawe to dużo zyskałem dzięki temu.

Wszystko co kiedykolwiek osiągnąłem, zdobyłem lub stworzyłem było napędzane gniewem. Nauczyłem się przerabiać energie jaką daje na kreowanie. Taka kofeina na sterydach.

Tak jest z wieloma rzeczami, są szare. Ni to dobre, ni to złe. Po prostu gdzieś są przydatne, ale mają na sobie cenę.

Na to biorę kredyt, który spłacam innymi uczuciami.

Ale o nich kiedy indziej.

Tajemnicą tego wszystkiego jest to… że jestem wkurwiony na siebie.

Na swoje błędy i decyzje, których konsekwencje mnie kiedyś zniszczą.

4z7 Uczuć głównych

Pozdrawiam.

Pustelnik z przymusu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close