Skąd biorę swoje historię?

Dość częstym pytaniem(zwłaszcza od iluzjonistów) w moją stronę jest „Jak tworzę tę wszystkie historię?” lub „Skąd czerpać inspirację?”. Dzisiaj postaram się częściowo odpowiedzieć na te pytania. Dlaczego częściowo? Bo temat jest bardzo rozległy i wymagałby wielu godzin dogłębnej analizy storytellingu w moim stylu.

W tym wpisie podzielę się z wami swoją teorią, postaram się dać Ci pewną radę jak przejść przez piekło… bo wszystkie moje historię mają wspólny początek właśnie tam.

Nie powinno nikogo dziwić, że to co mówię zarówno w rozmowach prywatnych jak i podczas występów jest prawdą odbitą w odpowiednim zwierciadle. Oczywiście nie dzielę się każdym szczegółem, bo te mogły by zmienić całkowicie wydźwięk historii.

Sztuką opowiadania, jest wyciągnięcie z danej sytuacji aspektów, które pasują nam do narracji i myśli przewodniej pokazu/przemówienia/rozmowy/argumentu. To trochę jak manipulowanie lub erystyka, ale bez perioratywnych skojarzeń. Jednak działa to na podobnej zasadzie, bo precyzyjnie dobieramy szczegóły i pokazujemy na swój sposób skrzywiony obraz rzeczywistości.

Kilka przykładów, w razie gdyby powyższy opis nie był klarowny…

Najczęstszym pytaniem jakie słyszy iluzjonista jest „Jak to zrobiłeś” oraz „Jak to się stało, że robisz to co robisz”. Opiszę wam odpowiedź na to drugie, ponieważ to pierwsze jest moim sekretem i nie chcę, żeby oglądało światło dzienne, mam nadzieję że zrozumiesz.
Najpierw zobaczysz odpowiedź, która opisuje jak to się stało że zacząłem zajmować się czytaniem w myślach, a następnie pokaże Ci szczegóły, o których do dzisiaj bardzo mało osób wiedziało.

„Jak to się stało, że robisz to co robisz”

Oooo, to długa historia, prawda jest taka, że nie od zawsze byłem w stanie czytać w myślach. ha! Na początku nawet nie planowałem, że kiedykolwiek będę się tym zajmować. Swoją przygodę z iluzją zacząłem od mało szlachetnego zajęcia, a mianowicie od oszustw karcianych. Fascynowało mnie bycie krok przed przeciwnikiem, nawet jeżeli oznacza to kantowanie i oszukiwanie podczas partyjki pokera. Po dwóch latach poznałem pewną dziewczynę, która była zafascynowana manipulacją i psychologią. Siłą rzeczy, im więcej czasu z nią spędzałem tym bardziej zaczynałem zagłębiać się w tę tematykę. Po kilku miesiącach byłem już dość dobry w odczytywaniu ludzi, w rozumieniu ich motywów, oraz w rozpoznawaniu ich pragnień. Wraz z nią chodziliśmy do pubów i naszą ulubioną rozrywką było odgadywanie relacji między ludźmi przy stolikach wokół nas. Kto z kim sypia, kto z kim chciałby sypiać, kto jest nowy w towarzystwie, komu nie odpowiada temat rozmowy, kto szuka pretekstu do wyjścia, kto pije na zabicie smutku, kto jest liderem grupy i tak dalej. Oczywiście jak to w życiu bywa, nasze drogi się rozeszły, ale ciekawość ludzi i świata została, tak więc w dużym skrócie właśnie tak to się stało, że jestem tu dziś z wami i mogę zaprezentować wam swoje umiejętności.

Brzmi jak kompletna historia, prawda? I tutaj przechodzimy z ogółu do szczegółu. Czy zacząłem od oszustw karcianych? Tak, ale nie mówię nigdy, że przestałem bo zostałem przyłapany na chowaniu asów w dłoni. Nie wspominam, że zostałem wyprowadzony za szmaty przed lokal i okopany na glebie. Nie wspominam, że straciłem wtedy nie tylko karty, ale również telefon i marynarkę. Nie mówię, że chowałem się w toalecie przez pół godziny z zakrwawioną twarzą. Nie mówię tego, bo nie pasuję to do klimatu historii, którą opowiadam. Nie mniej, to był prawdziwy powód dlaczego moje zainteresowanie poszło bardziej w stronę iluzji niż szulerstwa.

W całej historii pomijam też etap, kiedy uczyłem się oglądając filmiki na YouTube i nagrania z występów siedząc godzinami przed monitorem i zastanawiając się jak można wykonać dany efekt. Nie mówię, że zanim odkryłem grupy na Facebook, czy książki o iluzji to minęły prawie 3 lata. Nie wspominam, że błądziłem po omacku przez 60% swojej przygody z iluzją i dopiero od 2/3 lat posiadam niezbędne narzędzia do rozwijania swoich umiejętności.

Nie ma także wzmianki o załamaniach, braku energii, przerwach, stanach depresyjnych i innych przykrych momentach w moim życiu, przez które ciskałem talią kart przez cały pokój zostawiając ją tam na następne 5 miesięcy, po to by wrócić do niej, gdy nic innego nie miałem.

Następnym etapem historii jest dziewczyna… to co jest zawarte wyżej jest jak najbardziej prawdą, to dzięki niej zająłem się mentalizmem. Tego nie można jej odmówić… drugą stroną medalu jest to, że również przez nią wylądowałem na terapii. Szczerze mówiąc, nie wiem czy kiedykolwiek o tym wspominałem, ale tak… leczyłem się z własnego piekła.

Mimo wszystko cieszę się, że na niej wylądowałem, bo nauczyłem się wiele o swoim sposobie myślenia, o tym jakie prawa mną rządzą i jak nad sobą pracować. Po 20 latach trzymania gardy, uświadomiłem sobie, że mogę sobie pozwolić na otwartość bo nie wszyscy chcą mnie zniszczyć. Mogę sobie pozwolić na emocje, bo nie są one oznaką słabości. Mogę sobie pozwolić na błędy, bo nie umniejszają one mojej wartości.

To jest część historii, której nie mówię publicznie… dlaczego nasze drogi się rozeszły. Dlaczego nawet kilka miesięcy później, gdy dostałem zadanie wypisać na kartce wszystkie swoje pozytywne cechy, to na następnej sesji przyniosłem kartkę z jednym słowem: „jestem”.

Nie mówię o tym, bo nie pasuje to do mojej narracji i nie chcę sprowadzać ludzi na ziemię. Nie chcę im przypominać, że poza pokazem istnieję prawdziwe życie, prawdziwe problemy i prawdziwe piekło. Chcę dać im chwilę zapomnienia, zamknąć ich w świecie, który ja nakreślam, a oni uzupełniają luki historii. Chcę im to dawać, bo sam tego potrzebuje.

Tak, więc na własne oczy widzisz, że nawet tak banalna odpowiedź niesie za sobą naprawdę ciężkie historie, które ubieram w ładne ciuszki i wypuszczam w świat.

Dlaczego o tym mówię? Bo każdy z nas ma własne piekło, z którym musi sobie poradzić. Jest ono bardzo subiektywne, niektórzy przeżyją załamanie nerwowe, bo nie będzie ich rozmiaru w ulubionym sklepie, inni bez mrugnięcia okiem przejdą obok czyjejś śmierci. Każdy z nas jest inny, ale mamy wspólny mianownik.

Jak sobie poradzić z tym wspólnym mianownikiem, którym jest niewątpliwie „piekło życia”? Mam kilka sposobów, które wiernie mi służą od 2 września 2012.

Po pierwsze: Pracuj!

Stagnacja zabija nie tylko kreatywność i szansę na sukces. Może Cię zabić dość dosłownie, zwłaszcza jeżeli w Twoim życiu właśnie coś poszło cholernie nie tak. Depresja pozbawia nas jakiejkolwiek motywacji, dlatego na starcie trzeba się zmuszać absolutnie do wszystkiego. Do snu, do jedzenia, do higieny, do rozmowy, do pracy. Nie ma wtedy łatwej drogi, należy ze łzami w oczach i z zaciśniętymi zębami wstać i krzyknąć, że to już czas. Skąd to wiem? Bo byłem tam zbyt wiele razy jak na mój wiek… Jeżeli ktoś podjąłby się trudu i prześledził moje social media, łatwo zauważyłby skoki aktywności, nagle strzały miliona projektów naraz, wzmożone działania zarówno prywatne jak i zawodowe. Wszystkie te skoki były spowodowane tym, że znajdowałem się w „gorszym” momencie życia i musiałem zająć czymś głowę. Musiałem mieć zajęcie, które pochłonie mnie bez reszty. To jest moja pierwsza rada, pracuj dwa lub trzy razy ciężej niż zwykle, bez wytchnienia, wtedy nie znajdziesz nawet chwili na spojrzenie na piekło.

Po drugie: Żyj!

To jest bardzo subiektywna część. Każdy z nas „żyje pełnią życia” w inny sposób. Dla jednych będzie to pójście na imprezę i zgonowanie pod klubem, dla innych podróż do kraju wybranego na ślepo, dla kolejnych odwiedzenie rodziny, lub odbudowanie starych relacji. Chodzi o hedonizm. Prawda jest taka, że w krytycznym momencie życia, absolutnie nic nie będzie nas cieszyło, ale to nie oznacza, że powinniśmy się poddać… wręcz przeciwnie, to jest właśnie ten moment, w którym należy zmuszać się do pozytywnego spędzania czasu.

Po trzecie: Twórz!

To jest coś co mi osobiście pomaga. W żadnej innej formie nie znalazłem większego ukojenia niż w sztuce. Możliwość przelania smutku, złości, frustracji, strachu czy innych emocji, z którymi sobie nie radziłem na jakiekolwiek medium artystyczne uratowało mi wielokrotnie stabilność mentalną. Po ponad 6 latach wykształciłem w sobie swego rodzaju podział obowiązków. Bardzo widoczny jakby nie było. Muzyka odpowiada za gniew i strach, wiersze za smutek i żal, iluzja przygarnęła miłość i pożądanie, filmy do tej pory zajmowały się frustracją, ale to się raczej zmieni niedługo. A pisanie? Ono zajmuję się wszystkim i niczym jednocześnie. Zachęcam Cię do przejrzenia wszystkich tych form, a gwarantuje Ci, że zobaczysz wyraźną różnice między jedną formą, a drugą. Między jednym uczuciem, a drugim.

Po czwarte: To już historia.

Na samym końcu zamieszczę to, co było główną myślą całego wpisu. Coś co sam dzisiaj muszę sobie przypomnieć. Złota zasada, którą stworzyłem w swoim światopoglądzie jakiś czas temu.

Nawet najgorszy moment życia, po czasie staję się historią.

To jest coś co umyka nam, gdy jesteśmy na dnie. Wydaję nam się, że to koniec. Nic później już nie będzie. Przegraliśmy, skończyło się. Zapominamy, że mamy na koncie już gorsze momenty, lub porównywalnie złe. Zapominamy, że dzisiaj opowiadamy o nich lekko, lub nawet dzielimy się nimi w formie żartu. To jest klucz do szczęścia. Branie życia jako materiału na opowieść. Bo w każdej opowieści są wzloty i upadki. W każdej są trudne chwile. W każdej widać piekło…. i każda jest dobrą opowieścią.

Trudne chwilę należy przeżyć, należy się z nich uczyć, należy się z nimi zmierzyć.

Uciekać możemy całe życie, zawalczyć wystarczy raz..

Tak, więc drogi przyjacielu, droga przyjaciółko. Jeżeli jesteś aktualnie w „piekle”, to życzę Ci siły, abyś wygrał/wygrała tę walkę. Mam nadzieję, że jeżeli kiedyś spotkamy się twarzą w twarz to będziesz w stanie opowiedzieć dzisiejszą sytuację z uśmiechem na twarzy, lub chociaż pogodzony/pogodzona z tym co Cię w życiu spotkało. Mam nadzieję, że wtedy też będę w stanie opowiedzieć Ci bez żalu i smutku to co sam przeżyłem.

Nie traktuj tego co przeżywasz jako oznaki, że jesteś gorsza.. traktuj to jako atut. Jeżeli wyciągniesz z tego odpowiednią lekcję odrodzisz się silniejsza, mądrzejsza i lepiej przygotowana na resztę życia.

A do tego będziesz miała wyjątkową historię do opowiedzenia….

Ten wpis jest bełkotem… ale myślę, że jest w miarę zrozumiała wiadomość zawarta w tych słowach.

Jeżeli nie, to przepraszam… może za tydzień napiszę coś lepszego.

Powodzenia.

Stay Happy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close