Ja, Ty, Oni… Niewolnicy

Jeżeli ktokolwiek, kiedykolwiek powiedział Ci, że niewolnictwo w tych czasach nie istnieję, to nie świadczy to najlepiej o inteligencji osoby wygłaszającej tego typu opinię…

Znowu zacząłem od dupy strony, szybki reset.

Gdyby ktoś mnie spytał za czym tęsknię najbardziej, co sprawia że chciałbym wsiąść w najbliższy autobus czy samolot i wrócić lub co wspominam z przeszklonymi oczami to moja odpowiedź brzmiała by:

Za ludźmi.

Bez jakiejś konkretnej podziałki, po prostu za ludźmi, którzy zawsze byli przy mnie. Za tymi, którzy od lat stali przy moim boku. Za tymi, którzy narażali się na mój cięty język i kreatywne obelgi tylko po to, żeby nawrócić mnie ze złej drogi. Za moimi aniołami stróżami, dzięki którym pomimo wiedzy jak zawiązać szubienice to nigdy żadnej nie skręciłem. Za przyjaciółmi, którzy odbierali telefon o 4 w nocy i wychodzili w mrozie na spacer, bo nie radziłem sobie ze światem. Za tymi, którym mogłem powiedzieć wszystko i którzy nie bali się powiedzieć mi wszystkiego.

Zaczęliśmy z wysokiego C, no cóż.

Ostatnio wracam myślami do niektórych rozmów. Dzisiaj podzielę się małą anegdotą, gdy popłynąłem i doszedłem do wniosków, które nawet mnie zaskoczyły.

Zaczniemy opowieść w jednym z Gdańskich lokali. To był jeden z tych lokali, których za chuj nie da się opisać. Bo jak słowami określić klimat, atmosferę i to dziwne uczucie w powietrzu, że jesteś we właściwym miejscu? Chyba właśnie opisałem kwintesencje lokalu. Szczerze mówiąc nie wiem czemu G. lubił ten lokal, nigdy nie pytałem bo i po co. Ja wiem, że lubiłem go za neutralność. Udało mi się wyrobić idealną relację z barmanami. Niby się znamy, ale ani ich za bardzo nie obchodzi co u mnie, ani mnie jakoś nie jara ich lament. Ten typ relacji, że gdyby zamknąć nas w pomieszczeniu na 24h to pewnie 20h byłoby w ciszy, a 4h poświęcilibyśmy na naprzemienne wymienianie:

-Co tam?
-Spoko, u Ciebie?
-Git
-To git

Mimo to jakoś płynnie, naturalnie i bez wymuszeń potrafimy gadać o wszystkim i o niczym przy papierosie. Mam nadzieję, że macie obraz.

Kolejnym atutem, był wystrój. Nic do siebie nie pasowało, więc poczucie że pasuje tam jak ulał tym bardziej było ciekawe.

Miało być o mojej teorii, a gadam o lokalu.

Już wracamy.

To w tym lokalu siedzieliśmy z G. gdy nasze grafiki magicznie ułożyły się w równej linii tworząc nam dni wolne w tym samym momencie.

Jak to w życiu bywa, często siedzieliśmy tam bez większego celu, a wieczór leniwie mijał nam na krzywych teoriach o wszechświecie, jego narzekaniach na społeczeństwo, moich próbach bronienia go(lub odwrotnie) i nabijaniu się z przypadkowych ludzi.

Ten wieczór był dokładnie taki. Z tą różnicą, że miałem potężną ochotę na jakieś ciekawe przeżycie. Próbowałem go sprowokować, ale bez skutku. Na pewnym etapie oznajmiłem wszem i wobec, że idę się odlać, a jak wrócę to rzucę tematem. Jego zadaniem będzie odpowiedzenie mi na zadaną tezę w ciągu minuty.

Jestem święcie przekonany, że pomysł na stworzenie koła powstało podczas opróżniania pęcherza.

Gdy wróciłem dumnie wystawiłem w jego stronę palec i krzyknąłem na pół lokalu:

„Jesteś niewolnikiem”

Ze spokojem, który tylko on posiada i wyrazem twarzy wyrażającym jednocześnie ciekawość, pogardę i lekkie rozbawienie podniósł głowę i odpowiedział

„Jestem… ty też jesteś. To jest ta błyskotliwa myśl? Idea warta pochylenia się nad nią?”

Nie sądziłem, że tak szybko odbije piłeczkę, więc użyłem swojej broni ostatecznej… improwizacji i zmyślania.

Tak oto przechodzimy do: „Teorii Niewolnika”.

Już na samym wstępie uzgodniliśmy, że niewolnictwo jest zjawiskiem rzeczywistym. Samo słowo kojarzy nam się z przeszłością lub krajami egzotycznymi, jednak ciekawostką jest że wszyscy jesteśmy więźniami zmuszanymi do jakiejś określonej funkcji. Różni się jedynie płaszczyzna.

O ile w Korei Północnej na ten przykład mamy do czynienia z przymusem fizycznym, to na dobrą sprawę czym różni się to od realnej sytuacji większości z nas?

Tak samo mamy do wykonania szereg zadań, z których nie wynika żadna bezpośrednia korzyść dla nas. Jesteśmy małą armią, mającą szefów i prezesów. Nikt nas oczywiście nie zmusza do pracy trzymając w dłoni bicz, czy karabin.

Nasza sytuacja jest lepsza i gorsza jednocześnie, zależy jak spojrzeć. Z jednej strony nie musimy się przejmować egzekucją, jeżeli nie wyrobimy deadline’u. Musimy się martwić, że jak wylecimy z roboty to egzekucja przyjdzie w formie czynszu, rachunków, komornika czy nawet kosztu żywności.

Niewolnik fizyczny nie musi się tym martwić, bo ma to zapewnione przez górę. My „wolni” ludzie musimy martwić się o to sami. Zarówno jedna jak i druga kategoria nie może sobie pozwolić na zaprzestanie pracy, bo konsekwencją długo lub krótkoterminową będzie głód, mróz lub śmierć.

Dumnie podnosimy głowę dostając wypłaty, po to by w poniedziałek ponownie skulić ogon punkt 8. Tak samo jak w barakach obozów pracy następuje czas odpoczynku podczas godziny jedzenia czy snu, która jest ekwiwalentem naszych przelewów, po którym ponownie należy pochylić głowę w palącym słońcu lub przenikliwym zimnie.

Przedstawię tu następujące zdanie, tylko po to aby na końcu je obalić.

Nie istnieje człowiek prawdziwie wolny!

Gdy G. usłyszał moją tezę zamilczał, spojrzał w dal zamyślony jakby wypatrywał czyjegoś przyjścia. Siedzieliśmy tak kilkanaście sekund, które w moim umyśle były wiecznością, wiecznością napawania się tym, że go zagiąłem. Trzeba rozkoszować się takimi malutkimi momentami, bo w ogólnym rozliczeniu tylko tyle mamy.

Gdy jego wzrok ponownie skierował się w moją stronę już nie widziałem zakłopotania i skupienia na jego twarzy. Znalazł coś. Wiedziałem, że muszę wskoczyć na wyższe obroty, że to nie będzie takie łatwe.

Wtedy właśnie G. dumnie oznajmił, że chuj mi w dupę i nie uwzględniłem w tym schemacie artystów i freelancerów.

Prawda jest taka, że uwzględniłem, ale celowo pominąłem.

No, więc… co z nimi? Co z wolnymi duszami niespętanymi łańcuchami systemu. Autonomicznymi jednostkami, które same decydują o swoim czasie. Władcami własnego losu. Szefów samych siebie?

Podlegają tym samym prawom, chcąc nie chcąc. Tak samo muszą jeść, pić i gdzieś spać. Tak samo muszą płacić rachunki i dbać o swój budżet. Jedyne co robią to pomijają jeden szczebel hierarchii. Zamiast mieć szefa nad sobą, który weźmie odpowiedzialność za terminy, fundusze i błędy, muszą sami zająć jego miejsce. Pozostając jednocześnie wykonawcą. Sami zdecydujecie co lepsze.

Jakby się nie starało będą mieli nad sobą szefa w postaci publiki, klientów, sponsorów itd.

Patrząc na świat w ten sposób można wyjść z założenia, że każdy z nas jest niewolnikiem… ale wystarczy dodać malutki szczegół i żadne z nas nie musi nim być.

Wystarczy się z tym pogodzić i przestać gonić. Znaleźć sposób zarabiania pieniędzy, który albo lubimy, albo chociaż nam nie przeszkadza i nie będziemy tego robić jak za karę.

To jest cała sztuczka! Kurtyna!

Jeżeli na którymkolwiek etapie maratonu szczurów staniesz w miejscu, uniesiesz w górę środkowy palec i usiądziesz na ławce oglądając tych, którzy nadal biegną to zauważysz coś czego, żadne z nich nie widzi.

Trasa nie posiada mety. Każdy biegnie, aż padnie. Nie istnieje tajemny „moment spełnienia”, niemożliwe jest osiągnięcie sukcesu. Głównie dlatego, bo poprzeczka jest ruchoma… i to bardzo.

Goniąc za marchewką powieszoną na kiju nigdy nie zdasz sobie sprawy z tego jak pięknie jest wokół Ciebie, nie zdążysz nacieszyć się tym co mijasz, bo cel przesłoni Ci wszystko.

Moja rada? Brak. To Twoje życie.

Możliwe, że nie mam racji(jest na to nawet duża szansa!), więc zrobisz co uważasz. Ja będę siedział na swojej ławce, a obok mnie jest zarezerwowane miejsce dla Ciebie. Jak się zmęczysz, poddasz lub uznasz, że przebiegłeś zadowalającą Cię ilość kilometrów to czuj się zaproszony.

Nie chcę mi się już biec, jest mi tutaj dobrze, może raz na jakiś czas wstanę, żeby usiąść na ławce parę metrów dalej.

Zobaczyć, czy stamtąd jest lepszy widok.

P.S. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku G. zadzwoń czasem, znasz numer.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close