Ideał

Dosłownie dwie linijki wytłumaczenia dlaczego znowu nie pisałem przez x czasu. Przez parę ostatnich miesięcy tysiące słów i liter trafiało bezpośrednio do pliku .doc, który docelowo ma stać się publikacją dla magików pt. „Animizm”. Wybacz, że odbyło się to kosztem tego miejsca. Postanowiłem wrzucić ten wpis głównie ze względu na te osoby, które rzeczywiście cenią sobie moje słowa. Możesz wierzyć lub nie, ale dostawałem wiadomości zarówno na konto prywatne jak i fanpage z zapytaniami czy coś się jeszcze ukaże przed końcem roku… piękna motywacja.

Korzystając z faktu, że jest to ostatni post w 2018, pozwolę sobie na odchylenie się w stronę czegoś na wzór podsumowania… bo ten rok był pojebany. Naprawdę przepraszam za określenie, ale żadne inne synonimy lub kwieciste piękne słówka nie oddają w pełni tego co się działo. Moje życie wykonało piękny obrót o 180 stopni, robiąc przy okazji kickflipa, a tuż przed lądowaniem salto w tył. Dużo rzeczy się skończyło, jeszcze więcej się zaczęło… nie będę jednak wrzucał prywaty, ot takie postanowienie noworoczne. Poza tym szanuję Twój czas, więc przejdziemy do rozbicia tytułowego słowa tuż po następnym akapicie.

Dziękuje Ci za ten rok, niezależnie czy biernie czytałeś moje słowa, czy przyszedłeś na mój pokaz, czy spotkaliśmy się przy stole podczas close up, czy byłeś jakkolwiek w pobliżu czegokolwiek co tworze i robię. Dziękuje, że jesteś.

Ideał… piękne kłamstwo. Ileż to razy mówimy, że coś jest/było/będzie idealne w ciągu naszego życia… i ile razy nie mamy zielonego pojęcia o czym mówimy. Moją myślą wyjściową jest założenie, że perfekcja nie istnieje. W żadnej formie, czasie lub okazji. Wszystko ma skazę, czy to widoczną, czy to ukrytą. Niektóre aspekty naszych żyć są idealne przez chwilę, ale brzemienne w skutkach, a przez to tracą swój statut czegoś ponad wszystkim.

Oczywiście, że można oponować i twierdzić, że to bzdura. Całkowicie to rozumiem. Sam niejednokrotnie odpalałem papierosa przykryty kołdrą ledwo łapiąc oddech i patrząc Jej w oczy uważając, że jest idealnie, oraz widząc w jej oczach, że Ona myśli podobnie. Jednak tak nie było, ponieważ leżeliśmy w hotelu, hostelu, wynajmowanym pokoju lub innym miejscu pozwalającym na leżenie. Nie byliśmy w mojej wymarzonej Kaliforni. Nie byliśmy we własnoręcznie wybudowanym domu. Nie miała nas rano obudzić dwójka dzieci, które powinny iść do szkoły. Nadal mieliśmy swoje problemy i przyziemne troski, które za parę godzin miały nas sprowadzić do rzeczywistości.

Iluzja ideału jest bardzo częsta i powszechna, każdy z nas jej doświadczył i praktycznie żadne z nas nie potrafi od razu jej rozpoznać jako złudzenie. Możliwe, że wychodzi to z tego, że osiągając sukces strzela nam po neuronach dopaminką, a co za tym idzie ekscytujemy się nawet tym jak trawa wokół nas urosła przez ostatni miesiąc.

Nie mówię, że uleganie temu jest złe, pozwala nam to zaznać spokoju i swego rodzaju spełnienia. Skoro mamy idealną pracę, perfekcyjną żonę niezastąpionych przyjaciół, wymarzone ciało i wyśnione dzieci to po co biec dalej i ładować się frustracją? Kto o zdrowych zmysłach stwierdziłby, że zniszcy sobie tę bańkę i spojrzy realnie na świat.

Myślę, że zaczynasz zauważać niebezpieczeństwo jakie niesie za sobą idealizowanie wszystkiego i wszystkich. Wystawia nas to zarówno na strzały ze strony naszych wymyślonych wersji ludzi wokół nas, jak i rzeczywistości jeżeli w końcu otworzymy oczy i zdamy sobie sprawę, że żyliśmy w iluzji.

Niejednokrotnie tworzyłem chore, zmyślone i nieprawdziwe obrazy swoich przyjaciół czy partnerek. Po dziesiątkach kopnięć w zęby nauczyłem się przebijać wzrokiem powłokę swojego „wydaję mi się”. Od jakiegoś czasu nie wybaczam i nie usprawiedliwiam niczego nikomu. Nie stawiam przed sobą argumentów, które nigdy nie padły z ust zainteresowanego. Nie jestem już sędzią i prawnikiem w jednym, bo to nigdy nie wychodzi na dobre.

Możesz się tylko domyślać jak potężnym cierpieniem jest okupiona myśl, którą próbuje przekazać. Możesz pójść moją drogą i również na niej stracić uzębienie, albo wczytać się i przemyśleć zawarty tu sens, unikając bólu.

Twój wybór.

Stworzenie wymarzonej wersji kogokolwiek, nie może skończyć się inaczej niż tragedią. Możemy to zauważyć na ofiarach przemocy domowej. „Bo on taki nie jest”, „bo ona już tak ma, że czasami nie wytrzymuje”, „bo z nikim nie będzie mi lepiej koniec końców”. Oczywiście wiem, że działa tu dużo więcej mechanizmów, ale na poczet argumentacji(i tylko w tym wypadku) spłycę temat.

Wszyscy wokół widzą siniaki, rosnącą depresję i rezygnację z walki… oprócz poszkodowanej lub poszkodowanego. Dlaczego? Bo w umyśle ofiary, oprawca ma zupełnie inną twarz niż my widzimy. Wewnątrz wyobrażeń jest idealną wersją, którą o dziwo ktoś osiągnął.

To jest apogeum niebezpieczeństwa iluzji ideału… niemniej zbyt często widziane.

A wystarczy przestać patrzeć na przeszłe wersje danej osoby, które znamy. Przestać wierzyć, że zmiana nadejdzie jutro, pojutrze, za miesiąc lub po prostu „kiedyś”.

Gdyby ktoś wycelował w Ciebie broń i przestrzelił Ci kolano, czy przy następnym przeładowaniu łudziłbyś się, że tym razem tego nie zrobi?

Tutaj trochę zahaczam o tematykę zaufania, którego nie poruszę głębiej… z osobistych pobudek.

Łatwo jest powiedzieć „spójrz trzeźwo na fakty”, ale trudność wykonania takiego zadania zrozumie tylko ten kto próbował to zrobić. Walczyłem z mnóstwem ludzi, którzy rozpisywali za i przeciw, aby ostatecznie złapać za telefon i przeprosić osobę, która wyrządziła im krzywdę. Zbyt wiele razy oglądałem pary, jednostki oraz grupy, które padały ofiarami kradzieży, oszustw, gwałtów, pobić, nękań, nadużyć czy szyderstw, a mimo to wracały do oprawców czując chore poczucie przynależności i tłumacząc zdarzenie swoimi niedoskonałościami obarczając samych siebie winą.

Nigdy nie powinieneś być ofiarą! Chrześcijańskie nadstawianie drugiego policzka to zaproszenie do ataku, co jest wypaczone i przynosi tylko strach i ból. Za każdy wybity ząb masz święte prawo i moralny obowiązek, aby wybić agresorowi całą szczękę, aby nigdy więcej nie próbował Cię dotknąć, a z Twojej reakcji wyciągnął lekcję, że jego czyny zawsze spotkają się z konsekwencją!

Ugh, popłynąłem? Powrót.

Oczywiście idealizujemy wiele innych rzeczy, weźmy celebrytów. Współczesnych pół-bogów. Nadludzi. Zastanawiało Cię kiedyś dlaczego, gdy któreś z nich popełni błąd, który nam zdarza się na codzień to momentalnie społeczeństwo taką jednostkę linczuje i wytyka palcami?

Dzieję się to z prostej przyczyny… oni przecież są idealni. W kolorowych gazetkach widzimy ich pięknie wyrzeźbione ciała, w wywiadach czytamy wspaniałe historię i wręcz filozoficzne mądrości. Śledząc biografię mamy wrażenie, jakby byli to najszczęśliwsi ludzie na świecie.

Czy naprawdę nikt nie pamięta o sztabie PR’owców, trenerów, konsultantów i managerów którzy stoją za taką osobą? O show-biznesie wiem zbyt mało, żeby o tym ciekawie opowiedzieć, a to co wiem niestety nie może ujrzeć światła dziennego, ze względu na konsekwencje jakie niosłoby za sobą wskazanie palcem nagiego króla.

Możecie sobie wyobrazić jak dziki szajs tam jest i jak wiele osób pracuje nad tym, żebyśmy uważali tych zwykłych ludzi za perfekcyjnych.

Niestety odbija się to czkawką na zwykłych zjadaczach chleba. Pojawia się frustracja, wiara w sukces i zajeżdżanie się w pogoni za marchewką, która wisi nad głową.

Ostatnim przystankiem niech będzie cały świat. Mamy ciekawy cel, aby to miejsce na nowo nosiło nazwę Eden. Bronimy zwierząt przed nimi samymi, ingerujemy w selekcję naturalną, ograniczamy swoją wolność i wygodę na cześć wymyślonych praw i wzniosłych idei. Idealizujemy Ziemię, która przesiąknięta jest krwią, a pod stopami każdego z nas jest cmentarz.

Dążymy do ideału, który nigdy nie istniał walcząc z prawami natury, których do końca nie rozumiemy. Biegamy na oślep wykonując śmiesznie tragiczny taniec wykrzykując, że jesteśmy wojownikami o lepsze jutro.

Komedia leży w tym, że nikt nie ma pojęcia czym to lepsze jutro jest.

Sekret spokoju tkwi chyba w uświadomieniu sobie, że nic i nikt nie jest idealny i czasami jest to dobre, a czasami nie. Nie ma sensu wymagać od innych, żeby dorównali naszym perfekcyjnym wyobrażeniom, ani też nie powinniśmy usprawiedliwiać ich akcji uznając, że takimi wersjami już są.

Musimy akceptować swoje wady, te które możemy zwalczać w miarę sił, a te które są z nami przez bycie człowiekiem zaakceptować. Po co walczyć w przegranej walce(Stoicki Nihilizm Optymistyczny). Uwierz mi, że poczujesz ulgę, gdy przestaniesz biec i gonić by spojrzeć w lustro i stwierdzić „jestem kupą gówna… ale to nic, mogło być gorzej”. Na ten przykład, mam świadomość, że moje ciało ma bardzo długą drogę do ideału, moje tatuaże są wyblakłe, niepełne, rozmazane lub zniszczone. Moje pokazy mogły by być lepsze w każdym aspekcie. Moje pisanie to absolutne dno. Moja muzyka jest asłuchalna. Montaż i praca kamery w moim wydaniu może być mylona z dziełem małpy. Moje zdjęcia są mniej niż amatorskie. Ale dalej robię to wszystko. Bo lubię i bo mogę. Znajdź coś co sprawia Ci radość i to rób, nie patrząc na to, że nie jest to idealne. Pracuj nad tym i poprawiaj błędy… ale na litość boską nie stawiaj sobie poprzeczki w kosmosie.

A propos świata? Ten był i będzie zły, lepiej znaleźć równiejszą walkę.

To tyle ode mnie, Szczęśliwego Nowego Roku i oby Twoje postanowienia były w końcu realne, a nie wyidealizowane.

P.S. Czy jestem hipokrytą radząc Ci jak nie tworzyć perfekcyjnych obrazów? Oczywiście, że tak! Mam około czterech idealnych wzorów, które notorycznie wprowadzają mnie w doła!

Moje niepowodzenie nie oznacza, że Tobie się nie uda.

Do następnego 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close