W cztery oczy z diabłem

Przepraszanie za przerwę i tłumaczenie się z niej przestało mieć sens już jakiś czas temu.

Zwłaszcza, że przyczyny braku aktywności są trywialne i absolutnie nieciekawe.

Po prostu tempo mojego życia jest zbyt szybkie, a nigdy nie miałem dobrej kondycji do długich biegów. Aktualnie jestem tym gościem na siłowni, który ledwo utrzymuje się na bieżni, a nadal zwiększa prędkość taśmy próbując sobie coś udowodnić… a może komuś?
Jest też drugi powód, ten tytułowy…
Długo ze sobą walczyłem czy opowiadać publicznie o zdarzeniach, których byłem świadkiem. O sytuacjach, w które byłem wplatany. O problemach, które musiałem rozwiązywać. O piekle, które przeszedłem częściowo z własnej winy. O momentach, kiedy patrzyłem w oczy diabłu ze świadomością, że muszę przetrwać.
Nie mogę co prawda powiedzieć wszystkiego… z różnych powodów, które długo by wymieniać… powiedzmy, że niektóre rzeczy powinny pozostać w ciemności mojego umysłu i nie należy im się światło dzienne.
Żeby rozjaśnić co nazywam „oczami diabła” muszę rozdzielić to na trzy kategorię. Na koniec powinmo być jasne czym są i prawdopodobnie zauważysz, że też je widziałeś. Postanowiłem się też trochę pobawić formą, może przyjemniej się to będzie czytać.

-Co jest?-

Jakby ktoś wyrwał mnie z głębokiego snu, jej głos wymusił we mnie zbyt dobrze znamy moment, gdy oczy w szaleństwie ogarniają otoczenie, czekając aż umysł wróci z wycieczki. Sam przed sobą przyznaję jej rację, że gapienie się w pustą szklankę przez bliżej nieokreślony czas mogło być dziwne.

Patrzę to na nią, to na szklankę szukając na dnie odpowiedzi. Wiem, że mogę jej zaufać i wiem, że zrozumie gdy powiem, że: Gdy zrzucimy maski i otoczki, które nakazują nam wychwalać świat to wspólnie przyznamy rację faktowi, że to miejsce jest przepełnione skurwysyństwem…

Zbyt dobrze mnie zna, wie o czym mówię, o których sytuacjach, o których momentach. Chyba jedyna osoba, która przejrzała mnie na wskroś. Chyba pierwsza, którą dopuściłem tak blisko… i chyba pierwsza na tyle silna, bym uznał że może poznać moje historię.

-Co próbujesz zrozumieć?-

Nawet wie, dlaczego wracam do tego gówna. Większość z nas ma kontakt z czystym złem za pośrednictwem telewizji, internetu, radia czy opowiadań.
Zdanie sobie sprawy, że 90% wiadomości ze świata to katastrofy jest pierwszym krokiem do porzucenia chęci zbawienia ludzkości.

Nie próbujemy rozdrapywać ran, przyjmujemy wiele rzeczy takimi jakimi są, a mimo to mamy dystans. Patrzymy na ludzkie życia jak na liczby.
„56 rannych osób 3 martwych i 1 zaginiona po wczorajszym zderzeniu autobusu z tirem”
Nic się nie stało prawda? Są to relatywnie małe statystyki w porównaniu z trzęsieniem ziemi czy tsunami. A jak małe jest to wydarzenie w porównaniu z tym, że w Twoim najbliższym otoczeniu jest co najmniej jedna kobieta, która padła ofiarą seksualnej napaści lub molestowania? Jak małą skalą są te trzy martwe osoby i ta jedna, której cała rodzina w jedną chwilę przestała oddychać?

Zmiana perspektywy jest pierwszym krokiem do nabrania chęci zbawienia ludzkości.

Taka znieczulica jest wygodna do momentu, aż sami nie staniemy przed tragedią. Aż sami nie znajdziemy się w samym epicentrum.

Podnoszę wzrok znad szklanki i mówię, że nic. Tłumacze, że powoli dochodzę do wniosku, że nigdy tego nie zrozumiem.

Wtedy zaczyna się problem, bo znamy te liczby z imienia, nazwiska, ksywy… znamy ich marzenia, plany, rodziny, partnerów, miejsca pracy, twarze… potem znamy miejsce gdzie znajduje się nagrobek.
A potem na facebook widzisz jak jakieś kurwy bezczeszczą cmentarze ze świadomością, że to mogłoby być miejsce, gdzie klęczałeś przeklinając świat.

Wspomniałem o napaści seksualnej.

Wracam wzrokiem do szklanki i ponownie zapuszczam się w masochistyczną medytację, którą niektórzy mogliby określić jako „wspominanie”.

Dam Ci obraz, który chcę żebyś przetrawił.
Pomyśl, że jesteś z kimś blisko. Na tyle blisko, że oddałbyś wszystko, żeby tej osobie było choć trochę lepiej. Dorosłe życie jednak z definicji jest przewrotne, więc kontakt powoli umiera, jakoś tak się dzieję że nie zawsze można podążać tą samą drogą.

Po latach spotykacie się na drinka i rozmawiacie jak za starych dobrych czasów, ale czujesz że coś jest nie tak.

Coś się zmieniło, coś jest inaczej.

Nie naciskasz z braku pewności czy to Twoje urojenia czy przebłysk szóstego zmysłu. Rozmowa trwa nadal i zbacza na ciężkie tematy, na wylewanie żółci, która w was siedzi, która w innych wzbudza obrzydzenie, jednak wy wiecie że tak wygląda rzeczywistość i że piękne instagramy to kłamstwo.

Wtedy zauważasz łzy i zostajesz poinformowany, że musisz o czymś wiedzieć…

W miarę jak dochodzą do Ciebie kolejne słowa, zdania i fakty czujesz jak Twoja twarz nienaturalnie się zwęża. Smutek, gniew, strach i bezsilność wypełnia Cię po brzegi. Czujesz czystą nienawiść do całego świata. Chęć wyjścia na ulicę i rozpoczęcia masakry, poczucie że to wszystko musi spłonąć bo tu już nie ma żadnej drogi.
Domyślasz się pewnie co usłyszałeś… osoba, która była dla Ciebie tak ważna padła ofiarą gwałtu.

Wiesz, że powinieneś zachować spokój i po prostu być przy niej. Jednak żądza mordu jest zbyt silna, pytasz o dane, o namiary o wygląd.

Cokolwiek co pomoże Ci go znaleźć.

W odpowiedzi dostajesz tylko ciszę. Z kategorii tych martwych, gęstych cisz. Tych, które powinny trwać i których nie można przerywać. Te, które dzwonią w uszach przez miesiące, a czasem lata.
Nie ma żadnych wątpliwości, że rogaty siedzi obok Ciebie przy stole patrząc to na Ciebie to na nią rozkoszujac się sytuacją.
Wraz z biegiem czasu nauczyłem się przyjmować takie informację i dziś umiem na nie reagować. Nie boję się ludzkich problemów i nie obciążają mnie już tak jak kiedyś.

Chyba pokutuje pomagając innym.

Nigdy nie godziłem się na cierpienie i ból, zwłaszcza tych, którzy nie zasłużyli.
Inaczej co do bólu ma się sytuacja gdy z diabłem trzeba walczyć. Tu miałem tylko kilka spotkań

Szarpałem się na klatce schodowej z właścicielem mieszkania, które lubiłem odwiedzać aby wybić mu z głowy pomysły na eksmitowanie na własną rękę.

Przeszukiwałem całą dzielnicę, gdy dostałem cynk że jeden z nas chcę ze sobą skończyć i wyłączył telefon.

Z połamanym nosem wstawałem będąc pół przytomny walcząc w nie swojej wojnie, o ludzi którzy parę lat później nie podawali mi ręki na ulicy.

Bez ostrzeżenia okładałem przyjaciół, którzy babrali się twardymi drugami. Części uświadamiając, że obowiązuje zasada zero litości i nie tędy droga, a część zrażając do siebie bo dilerzy przynajmniej ich nie biją.

Mógłbym rzucić jeszcze wiele, ale to nie czas, a tym bardziej nie miejsce.

Są to sytuację, w których ma się wrażenie bezpośredniego kontaktu ze złem i poczucie, że trzeba coś z tym zrobić.

Są to sytuację, których nie życzę nikomu.

Są to sytuację, które przyjmowałem na siebie, aby moi ludzie nie musieli.

Z pełną świadomością swoich słów, mogę określić się mianem swego rodzaju tarczy i ze spokojem ducha stwierdzić, że godzę się na tę rolę.
Są jednak rolę na które się nie zgadzam, a które przyjmowałem.

Byłbym głupcem, gdybym nie widział, że sam byłem diabłem…
Gdy w lustrze widoczne szaleństwo miesza się z pragnieniem destrukcji.

Mało znam ludzi, którzy stali się inkarnacją zniszczenia i mieszaniną wszystkiego co najgorsze.

Potrafię przyznać publicznie, że nie jestem kryształowy. Potrafię spojrzeć wstecz i schować twarz w dłoniach ze wstydu, strachu i żalu. Potrafię nie słuchać głosu Tego Drugiego, który namawia mnie do złamania kręgosłupu moralnego.

Nie potrafię wyrazić słowami jak źle mi jest, że w moich źrenicach ktoś widział ogień piekielny.

Nie szukam wytłumaczeń, ale gdybym miał zaryzykować określenie przyczyn stawania się diabłem to skłaniałbym się do tego, że:
Część pochłoniętego zła zawsze znajdzie drogę, aby ponownie wyjść na świat.
Mogę nie sprawiać wrażenia osoby czującej i cierpiącej, ale wierz mi na słowo… nie chcesz się ze mną zamienić na głowy.

Dochodzę do wniosku, że diabeł może być obok nas, na przeciwko lub w samym środku.
Każdy z nas przetrwał swoje piekło, absolutnie każdy. Nie ma sensu ich porównywać bo to co dla mnie jest spacerkiem dla innych może być końcem świata(i na odwrót).
Należy pogodzić się z tym, że przetrwaliśmy i nadal tu stoimy pomimo wszelkich niedogodności i momentów gdy mogliśmy się poddać przykładając lufę do skroni.

Należy zobaczyć prawdziwą twarz naszych prywatnych diabłów i poznać ich na wskroś, aby nigdy nie mogły nas zaskoczyć.
Z boku może to wyglądać, że jestem słaby, czy gorszy przez to co przeżyłem i co widziałem. Wielu ludzi wyklucza mnie przez to, że jestem przeżarty rzeczywistością.
Nie przeszkadza mi to… dlaczego?
Bo wiem, że dzisiaj nie istnieje siła, która może mnie złamać.
I też tak powinieneś traktować swoje piekło. Nie jako piętno czy wadę, a jako siłę i dowód że jesteś mocniejszy dzięki temu co przeżyłeś!

Zrozum swoje korzenie, pogódź się z nimi i trwaj przez życie z poczuciem, że te doświadczenia pozwolą Ci osiągnąć Twój cel.

Podnoszę wzrok, aby podzielić się swoimi wnioskami i zdaję sobie sprawę, że Jej tu nie ma. Nie muszę się nawet rozglądać, aby wiedzieć że nie ma tu nikogo.

Puste przestrzenie sprzyjają zatracaniu się obrazom. Halucynacje mogą występować po kilkudziesięciu godzinach bez snu… to normalne. Dopijam kawę ze szklanki w sterylnie białym i pozbawionym ciepła pokoju oglądając przez okno wschód słońca.

Zwiastunu kolejnego dnia, w którym będę musiał się odnaleźć.

Brakuje mi rozmów.

Dlatego ponownie wpuszczę was do swojej głowy.

Tym razem bez filtrów i ograniczeń.

Tym razem naprawdę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close