Spróbuj mnie zniszczyć!

Trochę szybciej niż planowałem, ale chyba muszę wytłumaczyć jaki mam cel tworząc serię „Żółć”.

Co w tych wpisach takiego innowacyjnego, że zasłużyły na swoją kategorię? Dlaczego wrzucam w eter historię, o których istnieniu wiedziała do tej pory garstka osób?

Dlaczego postanowiłem się otworzyć opuszczając gardę i dając broń do ręki wszystkim, którzy chcieliby mnie skrzywdzić?

Czemu którekolwiek z Was miałoby to czytać?

Muszę przyznać, że Żółć na początku była pobudką czysto egoistyczną, która dojrzewała od pierwszych dni tej strony. Tu i ówdzie przemycałem swoje prywatne historię żeby uwydatnić jakiś argument lub żeby dać dowód postawionej tezie.

Mimo to czułem, że chcę się oczyścić z brudu, który nagromadził się we mnie odkąd odłożyłem mikrofon na statyw, a wszystkie grupy, które znałem nie chciały mnie dopuścić do wokalu „bo to nie ich klimat”.

Mimo to wiedziałem, że stanie nago przed tłumem może spotkać się z wrogością, niezrozumieniem, pogardą, śmiechem lub niechęcią. Powstrzymywało mnie to od udostępnienia prawdziwego prywatnego piekła.

Paręnaście szkiców, które znajdują się w panelu administratora umarło bo bałem się pokazać światu powody moich bezsennych nocy i znikania od czasu do czasu.

„Żółć” jest moim staniem na mównicy takim jakim jestem. Jest nagim królem, który wykorzystując ciszę wywołaną szokiem wskazuję palcem na nagość tłumu nie zważając na śmiech dzieci i wioskowych głupców.

Jest moim katharsis. Moją spowiedzią. Moim rozliczneiem. Moją pokutą. Moją terapią. Moim niemym krzykiem. Moją chęcią pokazania, że nie wszystko stracone.

Doskonale wiem, że wszyscy przeżyliśmy ciężkie chwilę. Wiem, że historię o połamanych palcach czy rzyganiu z głodu mogą u niektórych wywołać co najwyżej wzruszenie ramion. Wiem jednak, że część ludzi w tym momencie siedzi samotnie w tym samym strachu, w którym ja żyłem przez lata. Patrząc w ścianę i obwiniając się za cierpienie, na które zostało się skazanym.

Wiem, że zbyt wiele osób traci grunt pod nogami nie będąc w stanie zobaczyć perspektywy nowego lepszego jutra. Wiem, że słowa „nic się nie stało” czy „wszystko będzie dobrze” są bezwartościowe i wywołują tylko frustracje potęgując poczucie braku zrozumienia.

Żółć jest wyciągnięciem dłoni i powiedzeniem… że ja rozumiem.

Rozumiem doskonale nie dlatego, bo przeczytałem mądrą ksiazke czy dlatego bo kolega czy koleżanka był w podobnej sytuacji.

Rozumiem bo też tam byłem.

Rozumiem, bo też stawałem na krawędzi opuszczonego budynku zastanawiając się czy taka wysokość jest wystarczająca.

Rozumiem, bo też byłem odrzucony przez społeczeństwo… wyobraź sobie że zostałem odrzucony nawet przez outsider’ów za nieszablonowe poglądy i niechęć do radykalizmu.

Rozumiem, bo też myślałem, że to ze mną jest coś nie tak bo po nikim nie było widać by miał problemy.

Rozumiem, bo gdy byłem na dnie błagałem o pomocną dłoń, a dostałem kopa na pysk.

Rozumiem, bo byłem opluwany i oczekiwano ode mnie bym udawał, że pada deszcz.

Rozumiem, bo siłą spiłowano mi zęby i założono obrąże, bym nie był w stanie pokazywać kłów.

Wiem, że jest źle ale uwierz mi że nie jesteś pojebany. Świat jest…

Zostaliśmy wychowani żeby udawać poukładanych i uporządkowanych. Wpojono nam, że „odchylenie od normy” jest niebezpieczne i złe. Nauczono nas zginania karku i przytakiwania. Wytresowani by chować emocje i nie przyznawać się do słabości, nie jesteśmy w stanie spojrzeć komuś w oczy i chociażby wyszeptać „pomóż”.

Dumnie nazywamy się ludźmi, pozbawiając się człowieczeństwa, by na kształt robotów nie okazywać emocji. Klepiemy się po plecach jedną ręką pokazując jacy jesteśmy dobrzy i moralni, aby drugą zamiatać pod dywan chwilę słabości i obrzydliwe oblicze, które niejednokrotnie pokazaliśmy.

Ze świecą można szukać tych, którzy stojąc naprzeciwko plutonu egzekucyjnego zamiast tłumaczeń i wymówek będą patrzeć ludziom w oczy mówiąc swoje grzechy.

Nie jest to łatwe, a tym bardziej przyjemne, ponieważ wygodniej jest udawać, że jesteśmy bez skazy.

Przez lata pomagałem i doradzałem ludziom jak mają sobie radzić. Z opuchniętymi od łez oczami próbowałem przekonać przyjaciół, że jest po co oddychać. Można nazwać mnie kłamcą i hipokrytą, bo nie wierzyłem w ani jedno swoje słowo, gdy pocieszałem innych. Jednak czułem, że oni potrzebują tego tak samo jak ja, a może i bardziej.

Proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości, a pierwszym krokiem ku zmianom na lepsze. Doskonale wiem, że łatwo jest powiedzieć czy napisać taki banał. Wiem to lepiej niż ktokolwiek inny, bo sam brzydziłem się wizji otrzymywania pomocy.

Bo przecież to oznacza, że sobie nie radzę. Byłoby to świadectwem, że jestem słaby i wybrakowany. Oddawanie w czyjeś ręce moich problemów było równowarte ze świadectwem bycia głupszym czy gorszym.

Gdybym pozbawił się tego chorego myślenia lata temu dziś miałbym prostą przegrodę nosową, mniej blizn i pewnie grupkę przyjaciół.

Zrozum, że przez brak odwagi do powiedzenia „nie radzę sobie” jestem dzisiaj czymś na kształt ferrari, które z pustym bakiem zostało porzucone na uboczu polnej drogi.

Chuj z tego, że ładnie wygląda skoro nie ma z niego żadnego pożytku, a doprowadzenie go do stanu używalności wymaga potężnego nakładu pracy lub posiadania wcześniej przygotowywanych zasobów.

Może kiedyś trafi się ktoś kto wozi w bagażniku pełny kanister i da mi siłę na dalszą drogę.

Nie marnuje Twojego czasu i przestrzeni, aby prowadzić jakieś wypaczone licytację jak to źle nie miałem. Chcę Ci uświadomić, że jestem wybitnie słabą jednostką a mimo to nadal stoję. Skoro ja przetrwałem, to nie ma powodów dla których ty miałbyś się poddać.

Nie mam prawa wiedzieć w jakiej sytuacji jesteś i przed jakim problemem stoisz. Nie mam prawa Ci doradzać, ale naprawdę wierzę że przetrwasz. Dlaczego tak sądzę?

Bo mi się udało, a dno znam tak dobrze, że mógłbym być przewodnikiem po krainie przegrania.

Przeżyłem chowanie się w kiblu z zakrwawioną twarzą dziękując losowi, że kobieta, która tam poprawiała makijaż nie zamknęła drzwi. Sepleniąc od nadmiaru krwi w ustach prosiłem, żeby nie otwierała drzwi, bo grupa która chciała dokończyć co zaczęła nadal mnie szukała w lokalu.

Mieszkałem w pokoju 4×2 w mieszkaniu, przez które przewijali się ludzie, którzy koniec końców stanęli przed zarzutami podejrzenia zorganizowanej grupy przestępczej lub dilowania.

Mimo bycia zadeklarowanym ateistą zasypiałem z Biblią przy poduszce, bo szukałem w niej wytłumaczenia dlaczego cierpię i rozwiązania jak to zatrzymać.

Miałem tygodnie, kiedy musiałem odliczać drobne na zupki chińskie, aby starczyło chociaż na jedną dziennie.

Lawirowałem między środowiskiem punków, skinheadów i Oi! uruchamiając wszystkie kontakty jakie miałem gdy dostałem cynk, że planują umieścić moją twarz na RedWatch… a to tylko dlatego bo ktoś ubzdurał sobie, że swoją muzyką promuje lewicowe poglądy.

Nie powinienem mówić o tym, ale wiem co się robi z zakrawionymi ostrzami, żeby usunąć ślady.

Siedziałem z prostytutkami na melinach, bo był moment gdy tylko one chciały ze mną rozmawiać.

Byłem zatrzymywany bez powodów, a następnie zmuszany do opróżniania kieszeni z racji, że figurowałem w bazie policyjnej jako notowany za nielegalną manifestację.

Wiem jak to jest jechać w bagażniku, wiem jak to jest być wywożonym bez pojęcia jakie jest miejsce docelowe, wiem jakie to uczucie gdy w drzwiach samochodu nie ma klamek.

Znam uczucie paralizatora na skórze, gazu pieprzowego na oczach i glanów na plecach.

Doskonale znam dźwięk pękającego serca.

Wiem jak to jest wracać do pustego mieszkania, nie wiedząc gdzie przebywa ukochana osoba.

Wiem jak to jest stać na krawędzi szaleństwa, gdy płacz i śmiech jednocześnie wychodzą z człowieka, a rzeczywistość staję się żartem wypełnionym paranoją.

Wiem jak to jest być wypychanym na scenę, bo panika tworzy w umyśle czarną dziurę.

Rozumiem jak to jest wchodzić do własnego mieszkania ze szczęką bokserską na zębach, z niepewnością co się zastanie.

Znam upokorzenie jakim jest proszenie o litość i znam szok, gdy po prośbie dostaję się kopnięcie na zęby.

Wiem jak pali gardło przy rzyganiu ze zmęczenia na macie, bo przekroczyło się wydajność ciała ze względu na presję grupy, w której liczą się tylko umiejętności.

Poczułem szydzenie i szykanowanie związane z moim pochodzeniem. Dowiedziałem się jak to jest być obiektem rasistowskich odzywek.

To… i wiele więcej sprawiało, że wielokrotnie chciałem się poddać. Myślałem, że nie wytrzymam, że nie przetrwam. Dlatego wiem, że Ty sobie poradzisz. Bo wiem, że masz więcej siły… musisz mieć.

Zrozumienie, że w mojej historii nie ma bohaterstwa jest bardzo ważne. Jest to historia, która mnie wypaczyła i która sprawiła, że zdarza mi się nocami leżeć w bezruchu prowadząc dialog z demonami.

Nie idź moją drogą, bo ona nigdzie nie prowadzi. Unikaj toksycznych ludzi jak ognia. Słuchaj tylko siebie i rób tylko to co wiesz, że jest zgodne z Twoim systemem moralnym. Nie ukrywaj, że kochasz…. mów głośno o tym co Cię boli. Nie bój się prosić o pomoc gdy czujesz, że przestajesz sobie radzić, bo później może być za późno.

Pamiętaj, że Twoje piekło nie jest powodem do wstydu, ani argumentem że jesteś gorszą jednostką. Co więcej, każda akcja która sprawiła, że byłeś na granicy przetrwania sprawiła, że dziś jesteś silniejszy.

Żeby to zrozumieć musiałem opuścić kraj. Odciąć się od wszystkiego co miałem i od każdego kogo znałem. Rok rozmyślań doprowadził do tego, że dziś rozumiem jak ważne jest mówienie wprost o stanach krytycznych.

Miałem okazję zbudować się na nowo. Wziąłem wszystko co sądziłem, uważałem i wiedziałem i to zniszczyłem, aby zbudować swój światopogląd na nowo.

Pogodziłem się ze swoją przeszłością i nie wstydzę się pokazywać twarzy ludziom tutaj poznanym. Bo oni poznali nową, zdrową wersję mnie. Udowodniłem sobie, że mogę być normalny, a katorga jaką przeszedłem nie definiuje „mnie”.

Możesz osiągnąć to samo bez wyjeżdżania… zadając sobie pytania, które tu zamieszczam i przetrawiając myśli, którymi się dzielę.

Pomyśl przez chwilę… ilu ludzi masz wokół siebie, którzy Cię niszczą i powstrzymują Twój rozwój?

Cholernie ciężko jest zmienić otoczenie nie wyjeżdżając, ale jeżeli jest to kwestią życia i śmierci to nie istnieje termin „zbyt trudno”.

Żyje się tylko raz… właściwie to tylko raz się umiera. Zacząć od nowa można zawsze.

Ja zaczynałem wiele razy, ale dziś czuję że nareszcie jestem ułożony, a co ważniejsze…dzięki bagażowi doświadczeń mogę stanąć twarzą w twarz ze światem krzycząc „Spróbuj mnie zniszczyć!”, wiedząc że na kształt karalucha jestem wręcz nie do zajebania!

Życzę Ci możliwości wykrzyczenia tej frazy bez potrzeby przejścia przez piekło, a jeżeli jesteś w trakcie lub po jego przejściu… to błagam Cię wyciągnij z niego jak najlepszą naukę o samym sobie jak to tylko możliwe.

Będzie dobrze… obiecuję.

1 myśl w temacie “Spróbuj mnie zniszczyć!

  1. Koleżanka z klasy 6 czerwca 2019 — 16:56

    Uwielbiam Twoje wpisy,ale ten…
    Podejrzewałam. Ale nie AŻ TAK. Nie mniej jednak jestem pełna podziwu wobec Twojej siły i tego,że po prostu się nie poddałeś.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close